Fot. Agata Grzybowska / AG Warszawa, 23 marca 2012 r. Demonstracja squatersów z Elby

Grzegorz Szymanik, Wojciech Tymowski: Pod koniec zeszłego roku dołączyła pani do grupy, która wkroczyła do nieczynnego baru mlecznego Prasowy i przez kilka godzin wydawała tam posiłki. Niedawno podobna grupa osób weszła do pustej przychodni zdrowia i przejęła ją na squat. Dziś pani mówi: Uspołeczniliśmy bar mleczny i przychodnię.

Joanna Erbel: Tak, uspołeczniliśmy.

I czym to uspołecznianie różni się od włamania?

- Kiedy wydawaliśmy posiłki w barze Prasowym, przyszła urzędniczka z Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami i mówi: "A jakby wam tak ktoś do mieszkania wszedł?".

Odpowiadamy: "Proszę pani, to nie jest pani mieszkanie, tylko lokal miejski - miejski, czyli nasz. A my, mieszkańcy, chcemy, żeby tu był nadal bar mleczny". Na tym polega uspołecznienie - aby miejsce służyło lokalnej wspólnocie. A lokale komunalne to nasze lokale. Urzędnicy miejscy są jedynie ich administratorami opłacanymi z naszych podatków.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej