1. Badaj się - choć trudno w to uwierzyć, nie jesteś nieśmiertelny.
2. Rak to nie wyrok.
3. Nie szukaj najlepszego lekarza - szukaj dobrego.
4. Zasięgnij drugiej opinii.
5. Nie zadowalaj się diagnozą urologa, chirurga, nefrologa ani nikogo, kto nie jest specjalistą do raka. Jeżeli masz raka - idź do onkologa.
6. Nie odtrącaj rodziny i bliskich.
7. Szukaj wsparcia.
8. Bądź gotów dużo w swoim życiu zmienić.
9. Pytaj, szukaj, drąż.
10. Myśl pozytywnie!
Prosimy o listy. Spróbujmy wspólnie ułożyć antyrakowy poradnik dla zdrowych i chorych - najprawdziwszy, bo osobisty: leczyc@wyborcza.pl
Jak oszukując system finansowania NFZ, wykryłem raka skóry Mam 56 lat i cieszę się dobrym zdrowiem, uprawiam sporty: kajakarstwo, narciarstwo i rowery. Nie wyczynowo, rekreacyjnie. Żadnych "all inclusive'ów"; jeziora, lasy, przyczepa, namiot. To jest życie i nie chcę tego stracić! Dlatego stosuję dwie zasady, które nazwałem: "Dlaczego nie ja?" i "Zasada odkurzacza".
Pierwsza z nich jest odwróceniem typowego pytania: "Dlaczego akurat ja?". Stosowanie jej sprawia, że nie oszukuję siebie, bo jestem fajny gość, a fajnych gości się nie oszukuje. Np. nie lekceważę nagłej gorączki, wmawiając sobie, że to pewnie przeziębienie. Idę do lekarza, najlepiej dobrego, i proszę o skierowanie na stosowne badania specjalistyczne. I robię je.
Czasem wymuszam skierowanie (ze względu na system finansowania NFZ lekarze POZ niechętnie wystawiają skierowania), podsuwając żądanie na piśmie. Nawet znajomemu lekarzowi, by ten miał tzw. podkładkę dla szefów. Polecam! To działa jak wytrych; otwiera drzwi do każdego specjalisty.
Do specjalistów, gdzie nie jest wymagane skierowanie, zapisuję się sam i czekam dwa-trzy miesiące, nie spieszy mi się, bo nic mi nie dolega. To profilaktyka - najlepsza metoda leczenia. Systematycznie, raz na pół roku wykonuję badania krwi na wszystkie markery, np. PSA, wątrobowe itd. Jeśli coś wychodzi nie tak, leczę się.
Stosując tę metodę w życiu, wykryłem raka skóry. Był dobrze ukryty: na tylnej części uda pod pośladkiem, podobny do znamienia, tylko jakiś dziwny. Poszedłem do lekarza. Jestem pewny, że 95 proc. facetów by nie poszło. Wycięli mi i już.
Moje rady dla chorych?
1. Nie okłamuj siebie, nie jesteś pod względem zdrowotnym wyjątkiem, tobie też może się przydarzyć choroba!
2. Rób badania podstawowe, to niewiele kosztuje.
3. Nie daj się zbyć lekarzowi: "Mój ojciec też to miał i żył 90 lat". Wymuszaj, jeśli trzeba, skierowanie do specjalistów. Nie muszą cię lubić, muszą cię szanować.
4. Polska służba zdrowia działa dobrze i ma świetnych specjalistów, tylko naucz się z niej korzystać.
A teraz druga zasada - "odkurzacza". To moje określenie na sposób postępowania ze służbą zdrowia, gdzie pracują ludzie jak my; trochę leniwi, z problemami prywatnymi, przepracowani.
W 1978 r. kupiłem odkurzacz Zelmer. Po kilku dniach używania zaczął buczeć i śmierdzieć spalenizną. Zaniosłem do serwisu gwarancyjnego i po tygodniu odebrałem. Pani wetknęła do kontaktu. Działa. Podpis i do domu. W domu znów to samo. Zaniosłem raz jeszcze i po 10 dniach po odbiór. Pani do gniazdka, a ja przetrzymałem kilka minut, by się upewnić. W domu? Jak poprzednio. No to włożyłem gada do łazienki, włączyłem, załączyłem wentylator i zamknąłem drzwi. Po 20 min się spalił na dobre. Wywaliło korki, zadymiło, a ja po dwóch tygodniach dostałem nowy silnik.
"Zasadę odkurzacza" wykorzystuję tak: jak chcę pójść na badanie profilaktyczne np. prostaty, to najpierw siadam do internetu i uczę się objawów. Jeśli lekarz nie chce dać skierowania, narzekam na zdrowie tak długo, aż je wypisze!
1. Nie daj się zbyć lekarzom, naucz się swojej choroby, nawet jeśli jej nie masz.
2. Nie mów: "Nic mi nie jest", bo lekarzowi w to graj. To on ma ci powiedzieć po badaniach: "Nic panu nie jest".
Żyj i ciesz się zdrowiem!
Adam Antos Co jakiś czas zmieńcie lekarza Kiedy pięć lat temu na raka przewodów moczowych umarł mój brat bliźniak, zacząłem przynajmniej raz w roku poddawać się badaniu prostaty. PSA było w normie, oddawanie moczu stosowne do wieku (67 lat), kondycja dobra i nic mnie nie bolało.
W październiku 2009 r. mój lekarz orzekł to, co zawsze. Było jednak po godz. 23 i odniosłem wrażenie, że nie zajął się mną, jak należy.
W styczniu 2010 r. wiedziony niepokojem trafiłem do kliniki Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Po pierwszym badaniu per rectum (wyczuwalne zgrubienie lewego płata stercza) doktor zaproponował USG.
W marcu była biopsja i 1 kwietnia dowiedziałem się, że jednak mam raka prostaty.
Przy czym moje PSA było niskie, a prostata nie była przerośnięta. Świat mi się nie zawalił. Żona dopingowała do szybkiego działania, dzieci zaczęły szukać możliwości dodatkowego badania w Warszawskim Centrum Onkologii. Po scyntygrafii okazało się, że nie ma przerzutów do kości.
Zaproponowano mi termin operacji na koniec czerwca. Ale mój doktor "znalazł" termin na 29 kwietnia. Operacja trwała ponad pięć godzin.
W maju opuściłem szpital. W dobrej formie, z cewnikiem. Po trzech tygodniach były pieluchomajtki, a od miesiąca już tylko niewielka podkładka informuje mnie, że "gospodarka wodno-ściekowa" wraca do normy.
Od powrotu ze szpitala nie leżałem nawet jednego dnia - od dwóch miesięcy znowu biegam dwa-trzy razy w tygodniu. A moje PSA wynosi obecnie 0.00. Kolejna konsultacja za trzy miesiące.
Mam się znakomicie. Znajomi nie wierzą, że miałem raka.
Kilka rad dla panów po pięćdziesiątce:
1. Badajcie prostatę przynajmniej raz w roku. I zawsze domagajcie się badania per rectum!
2. Co jakiś czas zmieńcie lekarza.
3. Prowadźcie aktywne życie - biegi, pływanie, jazda na rowerze. Dobra kondycja fizyczna pozytywnie wpływa na każde leczenie.
Do lekarzy mam natomiast prośbę, by staranniej podchodzili do badania pacjentów.Ryszard Sławiński
Otwórz się na ludzi
W 1993 r., po przebytym przeziębieniu, została mi chrypka, której lekarz nie potrafił wyleczyć. W końcu kieruje mnie do laryngologa. Szybka diagnoza: "Prawdopodobnie polip na strunie głosowej", i skierowanie na konsultacje. Ordynator po obejrzeniu mojej krtani podejrzewa zmiany nowotworowe i zaleca pobranie wycinka do badań. Dla mnie to "grom z jasnego nieba". Mam 48 lat, rodzinę i co? Mam umierać?
Nie było wtedy pod ręką internetu, a rak dla większości był wyrokiem śmierci. Przeżywałem straszliwe rozterki, a kiedy lekarz zaproponował operację częściowego usunięcia krtani, w akcie desperacji wyraziłem zgodę.
Przyczyną tej choroby jest palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, a skutkiem operacji może być utrata zdolności do mówienia - tyle wiedziałem. Papierosy paliłem 30 lat, alkoholu nie nadużywałem. Lekarz pocieszał mnie, że szybka diagnoza to dobry prognostyk skutecznej rehabilitacji głosu.
W szpitalnej sali leżałem z pięcioma kolegami, którzy nic nie mogli mówić i chodzili na naświetlania. Byłem przerażony. Po operacji przez tydzień leżałem pod kroplówką, z żoną porozumiewałem się, pisząc karteczki. Kiedy usunięto mi z gardła tampon i lekarz kazał zatkać otwór w szyi i mówić, myślałem, że żartuje. Ale wydobyłem z siebie głos. I rozpłakałem się.
Wróciłem do pracy. Przez 13 lat zapomniałem o chorobie. Nie paliłem papierosów, alkohol też z rzadka. Jednak na badaniach kontrolnych lekarz wykrył ponownie zmiany na pozostałej części krtani i zalecił całkowitą amputację krtani. Spanikowałem, że utracę głos całkowicie. Zgodziłem się jednak na operację, bo im szybciej się ją zrobi, tym większa szansa na pomyślną rehabilitację i naukę mowy zastępczej.
Mam 65 lat, jestem cztery lata po operacji, od dwóch lat mówię głosem przełykowym - nie najpiękniejszym, ale własnym. Działam w środowiskowej grupie wsparcia i potwierdzam to, co napisał Krzysztof Krauze w swoim "Antyrakowym dekalogu". Trzeba otworzyć się na ludzi - umieć brać miłość, ale i ją dawać. W naszym gronie mówimy o trzech siostrach, które towarzyszą nam całe życie: to wiara, nadzieja i miłość. To one pomagają znaleźć siłę do walki z rakiem, która trwa już do końca życia.
Jest to przesłanie także dla zdrowych - bo nikt nie ma niczego na zawsze. Edmund Czapliński
Amazonki pomogą, gdy prysną znajomi i rodzina
Jedno z małżeństw, jakich w Polsce wiele. Nieduże mieszkanko, leciwy samochód, dwoje dorosłych dzieci. Żyjemy skromnie, nie narzekamy, mamy przecież siebie. Wiemy, co to miłość. Jeśli mamy odmienne zdanie, znajdujemy kompromis. Tak mija 20 lat naszego małżeństwa.
Niedługo po tej rocznicy coś dziwnego zaczyna dziać się z organizmem żony. Znajduje w piersi coś, czego wcześniej nie było. W jej głowie zapala się czerwona lampka. Kolejne wizyty lekarskie, badania. I po blisko trzech miesiącach wizyta u onkologa, który przeprowadził biopsję.
Lekarz mówi długo, lecz żona zapamiętuje tylko początek i koniec wywodu. Początek: "Niestety, to jest rak". A koniec: "To jest wyleczalne".
Choć moja wiedza o raku piersi była wtedy żadna, od razu deklaruję: "To nie jest twoja choroba, to jest nasza choroba. Pokonamy ją!".
Muszę zdobyć wiedzę. Z pomocą przychodzi internet. Nawiązuję kontakt z Amazonkami. To one pomogą nam uwierzyć w sukces, ale także udzielą bardzo przydatnych rad w trakcie leczenia. Rak to nie angina - antybiotykiem go się nie wyleczy. Operacja, chemioterapia, radioterapia, hormonoterapia. Żona dzielnie przechodzi wszystkie etapy leczenia. Nie użala się nad sobą, już nie pyta: "Dlaczego ja?".
Niestety, na wieść o chorobie pryska w dal część rodziny i znajomych. Milkną dzwonki do drzwi i telefony. Myślą, że się zarażą? Na szczęście najwierniejsi zostają. Ja staram się być z żoną zawsze i wszędzie. Żałuję, że nie mogę jej wyręczyć w leczeniu. Chcę i muszę walczyć o to, co jest dla mnie najcenniejsze.
Chcielibyśmy podziękować Amazonkom za wsparcie. To takie życzliwe kobiety. Chętnie spotykają się z nami, nie tylko po to, by dyskutować o chorobie. Może się komuś wydawać, że izolujemy się od społeczeństwa. To nieprawda. Wciąż żyjemy, pracujemy, spotykamy się ze zdrowymi ludźmi. Po prostu w społeczności ludzi, dotkniętych bezpośrednio lub pośrednio tą chorobą, czujemy się całkowicie akceptowani i rozumiani. Z wzajemnością.
Od diagnozy mija rok. Moja żona pomimo pewnych ograniczeń związanych z operacją czuje się zdrowa. Potwierdzają to kolejne badania kontrolne. Oboje jesteśmy szczęśliwi i z wiarą patrzymy w przyszłość. J.S.