Prosimy o listy. Spróbujmy wspólnie ułożyć antyrakowy poradnik dla zdrowych i chorych - najprawdziwszy, bo osobisty: leczyc@wyborcza.pl
Leczyć gnoja! Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie raka mózgu, glejakowatą łajzę, gnoja, gada (na prywatny użytek używam gorszych epitetów). Idzie mi dobrze, gad nie wykazuje żadnej aktywności od dawna, ja przyjmuję co sześć tygodni farmakologiczną chemię, czuję się znakomicie.
Najważniejsza od samego początku była i jest miłość. Na początku "tej przygody" poczułem, jak wielu ludziom mocno na mnie zależy. Otrzymałem tyle dobrej energii, że nawet nie pytałem, skąd się takie coś jak głupi rak bierze. Nie interesuje mnie, jak on się tam znalazł, "dlaczego ja?" i tym podobne marnowanie czasu.
Gnojek ma niewygodny żywot ze mną. On jest sam, a ja mam z kim pogadać o meczu. On nie ma co robić, a ja mam.
Jakie mam rady dla chorych? Dajcie odczuć swoim bliskim, że jesteście. Dajcie to odczuć też obcym, samotnym ludziom na zapyziałych oddziałach. Tak mało słów jest potrzebnych!
A pozostałym radzę - pilnujcie się, ludzie, badajcie się. Szybciej by mi to wszystko szło, gdybym poszedł do lekarza tydzień, miesiąc wcześniej. To jest życie, chrońcie je.
Andrzej MajerskiPokochajmy bliskich na nowoNa własnej skórze, włosach i duszy odczułam skutki choroby nowotworowej.
Jestem jak na statystykę zachorowalności młodą kobietą, bo 38-letnią mamą, żoną, córką, przyjaciółką.
Po licznych błędnych diagnozach okazało się w 2009 r., że mam jednak raka piersi, i od tego momentu rozpoczął się typowy proces leczenia, czyli operacja, chemioterapie, naświetlenia, łzy i strach.
Od momentu diagnozy wiedziałam, że bez pomocy psychoonkologa nie poradzę sobie nawet z pomocą kochanego męża, bo jest to doświadczenie, które przytłacza, zabiera oddech, jest ostatnią myślą, z jaką zasypiamy, i pierwszą, z jaką się budzimy.
Wiem, że nie ma cudownej diety, że w "Gazecie", chociaż gorąco tego pragnę, nie pojawi się sensacyjna wiadomość o lekarstwie na raka, ale wiem również, że nie można być biernym wobec tej choroby.
Jeśli zaniedbaliśmy własną duszę, to choroba w bolesny sposób przypomni nam, że trzeba to naprawić, i to nie dlatego, że koniec jest blisko (tego nie wiemy), ale dlatego, że mamy tylko jedno życie.
Pokochajmy na nowo męża, żonę, dzieci, przyjaciela i siebie. Choroba pokazuje nam, że do tej pory nie robiliśmy tego w pełni. Odkryjmy na nowo muzykę, poezję, drzewa w lesie.
Zadbajmy też o ciało - zrewidujmy nawyki żywieniowe, swoją aktywność fizyczną, a raczej jej brak.
Nie bądźmy bierni - bezsilność, bierność to pożywka dla strachu.
Joanna Chromik