Chcę się tylko dowiedzieć, co mi jest - list

Agata Z.
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 14:18

Nigdy nie żaliłam się publicznie, ale dziś poczułam się dotkliwie obrażona i odarta z godności. Człowiek, którego pensja pochodzi z moich podatków, instytucja, którą finansuję z mojej niewielkiej wypłaty, pokazali mi, że mają mnie w poważaniu. Że najlepiej, żebym nie zawracała im głów. Nie wiem co robić.

SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Wiem, że służba zdrowia jest chronicznie niedofinansowana, że rejestracje do specjalistów przypominają warowne zamki, a kłębiące się przed nimi tłumy są niczym hordy oblegających barbarzyńców, których jedynym celem jest palić, niszczyć i rabować. Wiem, że panie rejestratorki nie mają łatwego życia, że to na nich skupia się jad i żal petentów, którzy płacą ciężkie pieniądze, tylko po to, by dowiedzieć się, że najbliższy wolny termin do poradni naczyniowej jest na grudzień.

Mieszkam w prowincjonalnym mieście i mam nieszczęście chorować na "coś" z żyłami. Na co konkretnie, nie wiem, ponieważ nie zostałam zdiagnozowana, a przynajmniej nikt mi nie wytłumaczył, co mi dolega. Z rozmów lekarza z pielęgniarkami, i z tego co uda mi się podejrzeć w karcie, wnioskuję, że mam zapalenie żył. Trafiłam na dobrotliwą i przejmującą się panią doktor z poradni POZ, która wyprawiła mnie do specjalisty.

Udzielny książę chirurgii, rezydujący za fosą poradni łaskawie obejrzał moją łydkę, pomacał, pomierzył i nie mówiąc słowa podał receptę. Zastrzyki. Takie same jak te, które dostałam od pani doktor, tylko w wielkiej dawce. Usłyszałam jeszcze od pielęgniarki, żeby wziąć wszystkie i się pojawić. Sforsowałam zasieki rejestracji, umówiłam się na kolejny termin. Jednak w czasie kuracji poczułam się bardzo źle. Moja dobrotliwa pani doktor zmniejszyła dawkę leku, a gdy to nic nie pomogło, zarządziła jego odstawienie.

Książę medycyny nie raczył mnie nawet obejrzeć, gdy dowiedział się o mojej rezygnacji z leku. Skrzyczał i wyprosił z gabinetu. Nie wstał nawet z krzesła.

Nie znam się na medycynie. Jestem przestraszoną, obolałą kobietą, która musi już wrócić do pracy. Bo nikt nie lubi pracownika, który siedzi na zwolnieniu ponad trzy tygodnie. I nie wiem co mam zrobić, gdy specjalista traktuje mnie jak zawalidrogę. Nic nie tłumacząc.

Wróciłam do domu z płaczem. Małżonek planuje akcję odwetową. A ja sobie umyśliłam, że jeśli zapłacę lekarzowi na prywatnej wizycie, to może nie będzie na mnie krzyczał i wysłucha mnie do końca, i może, o naiwności, powie mi w końcu, co mi jest i czy nie da się tego inaczej wyleczyć.

  • Chcę się tylko dowiedzieć, co mi jest - list rembka 15.06.10, 14:01

    Proponuje wejsc do gabinetu z obcegami i od razy ostrzec pana udzielnego ksiecia doktora, ze cierpi pani rowniez na roznego rodzaju psychozy i lubi pani wydlubywac oczy lekarzom, ktorzy »

  • Re: Chcę się tylko dowiedzieć, co mi jest - list inez3211 23.06.10, 21:37

    To jest jakaś myśl. Wielu lekarzy uważa się za bóstwa medycyny , zbyt wyniosłena to by rozmawiać z pospolitym pacjentem. Trzeba by takich sprowadzić na Ziemięi przypomnieć po co siedzą w »

  • Chcę się tylko dowiedzieć, co mi jest - list jerzyk324 12.02.11, 13:18

    To jest tylko prawda o naszej służbie zdrowia. Nie wiem na co idą tak olbrzymie pieniądze, w końcu nasze, nas podatników, jeżeli do lekarz specjalisty w małych miastach musi to trwać »

Białoruś oskarża Polskę o finansowanie zamachu stanu

Tak twierdzi reżimowa telewizja Białoruś 1. Powołuje się przy tym na sfałszowaną depeszę polskiego MSZ

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego