Elżbieta Cichocka: Otwieram lodówkę i zapominam, co mam z niej wyjąć. Czy to początek choroby Alzheimera?
Prof. Maria Barcikowska: Nie, bo fakt, że zamknie pani lodówkę, wróci do talerza i okaże się, że nie ma na nim wędliny, nie rozbija pani życia. Po prostu sięgnie pani do lodówki jeszcze raz.
Każdemu z nas to się zdarza. Każdy może mieć wątpliwości, czy wyłączył żelazko, zakręcił gaz. Może nawet założyć buty nie do pary. Ale to mu nie dezorganizuje życia.
Gorzej, jeśli ma pani napisać artykuł na wtorek, nie napisze go i w środę przychodzi do redakcji opowiedzieć o udanym wypadzie na Mazury. To już jest problem.
Każdy wie, że starość wiąże się ze "sklerozą". Ale chyba nie wszyscy starzy ludzie mają chorobę Alzheimera?
- Choroby, które nazywamy otępieniem, występują od 50. roku życia, ale najczęściej rozpoczynają się po 65 roku życia. Choruje 5 proc. 65-latków, a w grupie powyżej 80 lat - od 40 do 50 proc.
Połowa pacjentów zdradzających objawy otępienia choruje na chorobę Alzheimera. Drugą przyczyną zaburzenia czynności poznawczych jest tzw. otępienie mieszane, gdzie występują zarówno miażdżyca, jak i degradacja alzheimerowska.
Jesteśmy, w mojej ocenie, nietolerancyjnym społeczeństwem, ale mamy pewien rodzaj "tolerancji" - dla starszego wieku. Uważamy, że stary człowiek ma prawo zapominać, zachowywać się dziwacznie, wpadać w złość, być nadmiernie podejrzliwy - bo jest stary. I to jest pułapka, która powoduje, że pacjenci zbyt późno trafiają do lekarza.
W podręcznikach mówi się, że choroba trwa od 8 do 20 lat. W Polsce rozpoznaje się ją zazwyczaj po ok. siedmiu latach trwania.
Pierwsze, co się kończy, to możliwość wchłonięcia nowej wiedzy. Dziecko kupuje ojcu nowy telewizor, a on nie może się nauczyć posługiwać pilotem.
Pierwsze trudności w życiu codziennym to np. niemożność zaplanowania zakupów, odnalezienia samochodu na parkingu, kłopoty z terminowym płaceniem świadczeń. Potem następuje powolne odsuwanie się od życia społecznego, niechęć do kontaktów międzyludzkich, by ukryć własne słabości. Potem bledną zainteresowania i uczucia. Przestaje się czytać, ogląda się już tylko telewizję, ale bez zrozumienia, małe wnuki zaczynają drażnić. Pojawiają się kłopoty z poruszaniem, prawie jak w chorobie Parkinsona.
Po co zgłaszać się wcześniej do lekarza, skoro na tę chorobę nie ma skutecznego leku?
- To jest trudne pytanie. Choroba Alzheimera i inne choroby powodujące otępienie mają długi okres utajony. Mózg już jest niszczony przez toksyczne białka, które się w nim odkładają, ale chory nie ma świadomości choroby.
Pojawiły się ostatnio artykuły w poważnych amerykańskich pismach, których autorzy zadają pytanie: Po co nam wiedzieć o tym, że choroba atakuje? Ale organizacje pacjentów na świecie stawiają inne pytanie: Jakim prawem lekarze przyjmują wobec pacjenta paternalistyczną postawę? Pacjenci chcą wiedzieć, czy są zagrożeni, czy nie.
W Nowym Jorku pacjentka oskarżyła swojego lekarza, że nie uprzedził jej o podejrzeniu choroby Alzheimera, a ona właśnie rozwiodła się po raz drugi i zaczęła rozwijać kolejny biznes. Uznała, że gdyby wiedziała o chorobie, nie wykonałaby żadnego z tych ruchów.
Co medycyna oferuje chorym na alzheimera?
- Pesymiści mówią, że narzędzia, które mamy, przedłużają okres stabilizacji choroby o 1,5 roku, optymiści, że o dwa lata.
To bardzo mało.
- Jak człowiek ma 85 lat i dopiero zaczyna mieć problemy, to dwa lata jest dla niego dużo.
Źródło: Gazeta Wyborcza