Rozmowa z dr. Markiem Balickim, byłym ministrem zdrowia
Elżbieta Cichocka: Kiepsko jest w Polsce z leczeniem zaburzeń psychicznych. Brakuje łóżek w oddziałach szpitalnych, miejsc w oddziałach dziennych, domach pomocy społecznej. A chorych przybywa. Jaka jest, pana zdaniem, największa słabość polskiej psychiatrii?
Dr Marek Balicki*: Najgorsze jest rozdrobnienie systemu i to, że każda placówka kieruje się własnym interesem. Cały system jest pomyślany tak, by "produkować" usługi medyczne, a nie zdrowie. Im więcej ich wykonamy, tym lepszy zarobek. A czy ludzie będą żyć dłużej, czy jakość życia się poprawi - to problem drugorzędny.
Ten model "produkcji usług" zamiast zaspokajania potrzeb widać wyraźnie w psychiatrii. Bardzo zwiększyła się liczba gabinetów psychiatrycznych, poradni uzależnień. Ale z dostępem do leczenia i z efektami jest różnie.
Widać to w ogłoszeniach. Ktoś mnie w razie potrzeby odtruje, ale nie podejmie się wyleczyć z alkoholizmu. Błędny system finansowania "tworzy" chorych?
- Statystyki pokazują, że w ciągu ostatnich 20 lat podwoiła się liczba pacjentów korzystających z pomocy psychiatrycznej. Jeśli płaci się za usługę, to tych usług będzie więcej. Ale oczywiście ten czynnik nie jest jedyny. Napięcia towarzyszące transformacji, niepewność jutra, zagrożenie utratą pracy - na pewno też przyczyniły się do wzrostu zachorowań. Statystyki pokazują też duże różnice terytorialne w liczbie chorych na każde 100 tys. ludności. Najwyższe współczynniki są w woj. kujawsko-pomorskim (4426 chorych), a najniższe w zachodniopomorskim (2942 chorych). To może się wiązać z lepszą i gorszą dostępnością do leczenia.
W lutym tego roku ruszył Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Dlaczego dopiero teraz?
- Prof. Stanisław Dąbrowski, autor ustawy psychiatrycznej, już od połowy lat dziewięćdziesiątych dążył do tego, by był taki program. Nie było wtedy ani świadomości potrzeby programu, ani pieniędzy na ten cel. Dobrze, że chociaż ustawę psychiatryczną udało się przeforsować. Dawała ona gwarancję przestrzegania praw człowieka, szczególnie przy stosowaniu przymusu leczenia. Włączała też pomoc społeczną do opieki nad chorym w domu.
W czasie rządów AWS też nie udało się wprowadzić programu. Kiedy byłem ministrem w 2004 i 2005 r., walczyliśmy o dwie rzeczy: rzeczników praw pacjentów w szpitalach psychiatrycznych i o program. Minister finansów nie zgodził się na zwiększenie wydatków. Udało się tylko stworzyć rzeczników, którzy są niezależni od administracji szpitalnej. Rozpatrują skargi i podejmują interwencje na rzecz pacjentów.
Teraz mamy kolejne podejście. Nowelizacja ustawy psychiatrycznej została przyjęta w pełnej zgodzie już parę lat temu, ale program wszedł w życie dopiero teraz. Konieczność wydania dodatkowych kilkuset milionów w ciągu pięciu najbliższych lat z samego budżetu państwa budziła opory.
Dlaczego nie ma pogody dla zdrowia psychicznego społeczeństwa?
- Chorzy psychicznie to kategoria wykluczonych. Budzą nieufność, chorób tych boimy się ich bardziej niż innego rodzaju schorzeń. Choroby psychicznej nie da się dobrze sprzedać. Polityk lubi się wyborcy przypodobać. Łatwiej jest pokazać, że sensownie wydajemy pieniądze na walkę z rakiem niż na chorych psychicznie.
Czy uda się zapewnić dodatkowe środki na zdrowie psychiczne?
- Wydatki szacowane w programie mają charakter wytycznych, a konkretne kwoty muszą być zapisane w budżetach poszczególnych instytucji. Większość wydatków dotyczy NFZ i samorządów, a nie budżetu.
Największą wartością tego programu jest zmiana zasad działania systemu. Centra zdrowia psychicznego, które mają powstać w każdym powiecie i dzielnicach wielkich miast, zmienią podejście do leczenia pacjenta. Psychiatrii zarzucano, że pacjenta wyrywa się z jego środowiska, wiezie do odległego szpitala, a przecież on ma się adaptować w swoim środowisku. W szpitalu we własnym mieście mógłby przebywać krócej, potem przychodzić do oddziału dziennego i nocować w domu. Blisko będzie miał poradnię, a także możliwość interwencji kryzysowej. Jeśli oddział dzienny nie będzie najlepszym wyjściem dla danego pacjenta - będzie możliwość opieki środowiskowej, czyli wizyt lekarza i pielęgniarki u chorego.
Ważne jest też zachowanie ciągłości opieki w ramach jednej instytucji. Pacjent będzie pacjentem centrum, a nie różnych poradni. Nie będzie musiał brać skierowania, by pójść do oddziału dziennego, czekać w kolejce na miejsce. W jednym dużym zespole ludzi łatwiej o wymianę informacji o pacjencie.
No i ważne, że pomoc społeczna jest w tym samym mieście co szpital. Wszyscy ci ludzie łatwiej mogą ze sobą współpracować i szybciej podejmować decyzje.
W programie jest też zawarta sugestia, by zmienić metody finansowania i odejść od płacenia "za usługę". Rozumiem tę ideę jako obowiązek objęcia mieszkańców danego terenu kompleksową opieką psychiatryczną. Mój szpital zgłosił gotowość stworzenia takiej placówki. Mamy już oddział szpitalny, otwieramy już drugi oddział dzienny i powstaje zespół leczenia środowiskowego, czyli opieki domowej.
Czy leczenie zaburzeń psychicznych jest dziś opłacalne?
- W tej chwili dokładamy do oddziału psychiatrycznego. Najwięcej zarabiają oddziały kardiologiczne, bo NFZ korzystniej wycenia ich usługi. Ale z punktu widzenia dyrektora szpitala publicznego to całość musi się bilansować, nie każdy oddział oddzielnie. Chyba że byłby spółką, wtedy musi zwiększać opłacalność wszystkich oddziałów.