Rozwiewamy mity o depresji

Margit Kossobudzka
21.05.2011
A A A Drukuj
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
1. Depresja to tylko większy "dołek ".

Porównywanie depresji do "dołka" jest jak porównywanie lekkiego przeziębienia do grypy. Każdy ma czasami gorszy nastrój, zazwyczaj w reakcji na jakiś zawód lub przykre zdarzenie. Ale taki stan trwa najwyżej kilka dni. Depresja ciągnie się tygodniami, a nawet latami i potrafi zniszczyć życie chorego.

Nadchodzi stopniowo lub atakuje nagle. Często wtedy, gdy w życiu danej osoby wcale nie dzieje się nic złego. Ma pracę, pieniądze, zdrowe dzieci, dobrego partnera.

2. Depresja jest użalaniem się nad sobą.

Wielu sławnych ludzi cierpiało na depresję: Napoleon Bonaparte, Abraham Lincoln, Theodore Roosevelt, Winston Churchill, sir Isaac Newton, Stephen Hawking, Karol Darwin, Ludwik van Beethoven... Trudno o nich powiedzieć, że nic innego nie robili w życiu, tylko użalali się nad sobą.

3. Osoba chora powinna zacząć po prostu myśleć pozytywnie.

W świetle najnowszej wiedzy depresja związana jest z wadliwym funkcjonowaniem dwóch neuroprzekaźników w mózgu - serotoniny i noradrenaliny. Substancji tych jest u chorych zbyt mało. A zatem depresja jest prawdziwą chorobą. Nie pomoże wmawianie komuś, żeby wziął się w garść. To tak jakby powiedzieć choremu na zapalenie płuc, żeby ozdrowiał siłą woli. Zaburzenia nastroju nie są żadną słabością charakteru!

4. W depresji pomagają jedynie leki. Psychoterapia nie działa.

Działa i jedno, i drugie. Depresję na pierwszym etapie leczy się za pomocą środków stabilizujących nastrój. Mają one za zadanie zwiększyć ilość serotoniny i noradrenaliny w mózgu chorego. W miarę działania leków psychiatrzy często kierują pacjentów na psychoterapię. Leki mają za zadanie wyprowadzić chorego z najcięższego stanu (w którym i tak nie nawiąże relacji z psychologiem). Psychoterapia ma mu pomóc w dalszej walce z chorobą lub zapobiec jej nawrotom.

Psychiatrzy czasem porównują leki do protez, w których człowiek chory musi chodzić, bo sam nie może. Psychoterapia zaś polega na stopniowym zdejmowaniu tych urządzeń wspomagających i zachęcaniu pacjenta, by stanął o własnych siłach.

5. Leki na depresję "mieszają w głowie", uzależniają i mogą zmienić osobowość człowieka.

Nowoczesne leki antydepresyjne nie uzależniają i nie zmieniają osobowości człowieka. Prawdą jest za to, że sama depresja zmienia człowieka.

To, że leczony chory z czasem zachowuje się inaczej - jest bardziej zadowolony, pewny siebie - to tylko dowód na to, że środki te działają. Osoby, które leczą się z depresji, zaczynają w końcu podejmować jakieś decyzje, są bardziej aktywne - stają się takie, jakie byłyby przed chorobą. W uzależnienia natomiast często wpadają osoby, które nie leczą depresji, a jedynie maskują jej objawy, np. zażywając leki uspokajające na towarzyszące depresji lęki czy środki nasenne (barbiturany) na bezsenność. To te leki mogą nas uzależnić, a nie środki antydepresyjne.

Problemem w leczeniu depresji może być za to tolerancja leku oraz czas, po jakim kuracja działa. Trzeba się nastawić, że poprawę odczujemy dopiero po dwóch tygodniach, niekiedy później. Skuteczność leczenia można ocenić dopiero po 4-6 tygodniach. Zanim dojdziemy do wniosku, że lek nie działa, dajmy sobie ten czas. A jeśli rzeczywiście terapia nie skutkuje, lekarz zmieni nam lek.

6. Z depresji nie można się wyleczyć, a jedynie zaleczyć ją na jakiś czas.

Oczywiście, zdarzają się przypadki wyjątkowo opornej na leczenie depresji, ale z tą chorobą można też wygrać. Są chorzy, którzy doświadczyli ataku depresji tylko raz w życiu i po prawidłowym leczeniu choroba już nie powróciła. Więcej jest takich, u których nastąpiły dwa, trzy nawroty. Obecnie wydłuża się okres stosowania leków i uważa się, że pacjent powinien je brać jeszcze kilka miesięcy po ustąpieniu depresji. Nawroty są bowiem w 85 proc. spowodowane przedwczesnym odstawieniem leków.

7. Objawy depresji u osób starszych to zwykłe starzenie się, a u dzieci - normalny przejaw dorastania.

Osoby starsze zazwyczaj doświadczają większej liczby przykrych przeżyć: choroba lub śmierć kogoś bliskiego, zły stan zdrowia, osamotnienie czy problemy finansowe. Jednak depresja nie jest normalnym objawem starości. Ktoś, kto skończył 65. rok życia, nie musi od razu być smutny i niezdolny do jakiejkolwiek aktywności.

Depresja u osób starszych to narastający problem. Ludzie ci, jeszcze rzadziej niż młodzi dorośli, szukają pomocy u specjalisty, częściej też ich choroba maskowana jest przez coraz liczniejsze dolegliwości somatyczne (także choroby przewlekłe).

W przypadku dzieci i młodzieży przyjęło się uważać, że "zły nastrój" jest nieodłączną częścią dorastania. To nieprawda. Dzieci jak najbardziej mogą cierpieć na depresję, co gorsza, pogłębioną jeszcze normalnymi w tym wieku problemami emocjonalnymi i słabszą niż u dorosłych zdolnością do radzenia sobie z uczuciami.

Dziecko w depresji wcale nie musi być otępiałe i smutne, czasem objawem tej choroby jest to, co dorośli uważają za "niegrzeczne zachowanie".

8. Ludzie cierpiący na depresję są niebezpieczni.

To nieprawda. Badania dowodzą, że ludzie w depresji nie dopuszczają się znacząco większej ilości aktów przemocy niż inni. Natomiast sami częściej padają jej ofiarą.

9. Depresja jest dziedziczna.

W rozwoju depresji biorą udział zarówno czynniki genetyczne, jak i środowiskowe. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś odziedziczył skłonność do zaburzeń nastroju po rodzicach, to wcale nie musi sam zachorować. Czy tak się stanie, zależy nie od samych genów, ale od tego, czy w jego życiu pojawią się czynniki, które depresję wyzwolą.

Skłonności do tej choroby częściowo mogą wynikać z naszych cech charakteru, samooceny. Tego, jak reagujemy na trudne sytuacje, jakie stawiamy sobie wymagania, jak długo przeżywamy niepowodzenia. Bardziej podatni na zaburzenia nastroju są ludzie wrażliwi, mało odporni na stres, z tendencją do reagowania lękiem i niepokojem. Osoby "predysponowane" do depresji często używają słów: "muszę", "powinnam", "nie wolno mi".

10. Depresja poporodowa to wymysł lekarzy. Wiele matek ma wtedy obniżony nastrój.

Czym innym jest krótkotrwały spadek nastroju związany z dużą zmianą w życiu kobiety (tzw. baby blues - jego maksymalne nasilenie przypada na piąty dzień po porodzie), a czym innym długotrwała (trwająca tygodniami lub miesiącami) depresja.

Rzeczywiście, pierwszego stanu doświadcza wiele kobiet, które czują nagle wagę odpowiedzialności za małego człowieka. Ale to mija w miarę jak młoda mama nabiera wprawy w opiece nad dzieckiem i uczy się na nowo organizować swój czas. W tym okresie bardzo ważne jest wsparcie bliskich.

Prawdziwa depresja poporodowa ma szczególnie dramatyczny przebieg - wszak otoczenie oczekuje od matki, żeby była szczęśliwa z powodu narodzin dziecka. Tymczasem ona nie czuje nic prócz pustki. Nie jest zdolna do opieki nad dzieckiem, noworodek ją drażni i denerwuje, z czasem mogą nawet pojawić się psychozy czy urojenia, np. że dziecko jest chore lub "złe". W takim stanie matka może podjąć decyzję, że jej życie oraz życie dziecka nie mają dłużej sensu.

Depresję poporodową należy traktować poważnie i koniecznie leczyć.

11. Depresję poporodową mają matki, które nie kochają swoich dzieci.

To bzdura. Depresja może pojawić się u kobiety, która jest świetną mamą dla swoich starszych dzieci i bardzo czekała na kolejne dziecko. Nie ma to żadnego związku z uczuciami, jakie matka żywi do noworodka, ale z chemicznymi zaburzeniami w jej mózgu. To choroba powoduje wrażenie "niekochania" dziecka, a nie na odwrót.

12. Leki antydepresyjne zwiększają ryzyko popełnienia samobójstwa.

Silnej depresji często towarzyszą myśli samobójcze. Należy traktować je poważnie.

Uważa się, że leki same w sobie nie zwiększają ryzyka popełnienia samobójstwa u chorego na depresję, ale pośrednio mogą się do tego przyczynić, szczególnie na początku terapii i w trakcie zmiany dawkowania. Chodzi o to, że podczas stosowania leków poprawę nastroju zazwyczaj pacjent odczuwa nie wcześniej niż po 2-3 tygodniach od rozpoczęcia terapii. Ale jego ciało już reaguje na leczenie - chory odzyskuje zdolność do podejmowania decyzji, mija zmęczenie i spowolnienie ruchowe, co pozwala wprowadzić w czyn samobójcze plany. Dlatego chory z silnymi myślami samobójczymi powinien być w pierwszym okresie leczenia pod wzmożoną kontrolą lekarza. Jednak rezygnacja z leczenia nie jest żadnym wyjściem. Tylko prawidłowo prowadzona terapia daje pacjentowi szansę na wyjście z choroby i pożegnanie się na dobre z samobójczymi myślami. Lekarz wiedząc, co dzieje się z pacjentem, może na pewien czas wdrożyć dodatkowe leczenie, które wyciszy chorego i pozwoli mu dotrwać do momentu, kiedy właściwe środki zaczną działać.

13. Depresja to choroba kobieca.

Wprawdzie kobiety chorują na depresję dwa razy częściej, ale to nie znaczy, że mężczyźni nie cierpią na nią wcale. Na pewno zdecydowanie rzadziej się do tego przyznają, dłużej próbują sami "zwalczyć" chorobę, bo przecież jest ona taka niemęska. Mężczyźni zazwyczaj gorzej też reagują na niepowodzenia w leczeniu (źle radzą sobie z nawrotami choroby) i, niestety, są bardziej skuteczni w próbach samobójczych.

14. Depresja może ukrywać się pod różnymi schorzeniami somatycznymi.

To akurat prawda! Wielu pacjentów będących w depresji nie czuje wcale smutku, ani nie ma kłopotów natury emocjonalnej. Za to bez ustanku coś ich boli lub źle się czują fizycznie. Męczą ich bóle głowy i pleców, klatki piersiowej, mają dolegliwości żołądkowe i czują przewlekłe zmęczenie. Nie mogą jeść i coraz gorzej śpią. Po kolei zaliczają lekarzy różnych specjalności, by na końcu, zazwyczaj z powodu bezsenności, trafić pod drzwi psychiatry lub neurologa. Objawy somatyczne to tzw. maski depresji. W ten sposób ciało nam daje znać, że coś złego dzieje się z psychiką. Jeśli kolejny lekarz nie może ustalić przyczyny naszych dolegliwości, warto rozważyć wizytę u psychiatry.

15. W okresie depresji nie wolno podejmować ważnych decyzji.

W depresji człowiek nie jest sobą. Nie potrafi realnie ocenić rzeczywistości. To, co odczuwa, jest jedynie podstępnym oszustwem mózgu. Chory widzi świat na czarno, sądzi, że nic nie będzie już lepiej, nic nie ma sensu. To oczywiście nieprawda. W takim stanie niektórzy pacjenci mają skłonność do podejmowania nagłych, nieprzemyślanych decyzji, które mają odmienić ich życie na lepsze albo odciążyć najbliższych. Rzucają pracę, rezygnują z awansu, chcą rozwodu, sprzedają mieszkanie, by zamieszkać na "spokojnej wsi". Te decyzje mają wpływ na całe ich życie, a niejednokrotnie przynoszą więcej szkód niż pożytku. Dlatego specjaliści radzą, by wszelkie ważne decyzje, o ile to możliwe, odłożyć na czas, gdy terapia zacznie przynosić efekty.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

Brak komentarzy