Nie bójmy się psychiatrów

rozmawiała Natalia Waloch
2011-05-21, ostatnia aktualizacja 2011-05-19 14:54

Chorzy na depresję żywią często niechęć do leków psychotropowych. To po prostu ucieczka przed przyznaniem się do problemu. No bo jeśli biorę leki na depresję, to znaczy, że mam depresję, a to jest przecież zaburzenie psychiczne


Fot. DENIS CLOSON EAST NEWS
Natalia Waloch: Niedobrze ze mną. Wszystko wskazuje na to, że mam depresję, ale za Chiny nie chcę brać leków.

Prof. Bartosz Łoza: To powszechne. Zażywamy coraz więcej leków dostępnych bez recepty, co notabene często jest objawem maskowanej depresji. Z drugiej strony żywimy niechęć do leków psychotropowych. To nie jest tylko polska przypadłość. To po prostu ucieczka przed przyznaniem się do problemu. No bo jeśli biorę leki na depresję, to znaczy, że mam depresję, a to jest zaburzenie psychiczne.

Dwie trzecie pacjentów cierpiących na zaburzenia psychiczne, ale mających jasny ogląd rzeczywistości, siedzi w gabinecie psychiatry i ani słowem o nich nie mówi.

To o czym?

- O tym, że boli głowa, że są kłopoty z pracą, z koncentracją. Ale o depresji czy lęku - cisza. Człowiek ma wielką zdolność pomijania bolesnych treści. A z depresją jest tak jak z wieloma innymi chorobami - im wcześniej się zareaguje, tym leczenie jest szybsze i skuteczniejsze.

Już wiem, że powinnam się leczyć. Wystarczą mi leki czy powinnam pójść też "pogrzebać w swoim dzieciństwie"?

- Tak zarysowany dylemat jest fałszywy. Przede wszystkim dlatego, że oprócz farmakoterapii i psychoterapii są jeszcze inne metody leczenia, jak fizjoterapia czy metody psychospołeczne.

Masaże i imprezy z przyjaciółmi?

- Fizjoterapia to nie tylko masaże i jałowe powtarzanie pacjentowi: "Żyj zdrowo", ale próba kompleksowego zrównoważenia życia psychicznego i fizycznego. Fizjoterapeuci uczą się latami. Żeby umieć pomagać ludziom z depresją np. na oddziałach kardiologicznych. Bo masa przypadków depresji to osoby po zawałach czy udarach.

W Toruniu jest oddział rehabilitacji kardiologicznej dla zawałowców. Lekarze mówili mi, że pacjenci są załamani tym, że zawał zrobił z nich prawie kaleki wyłączone z normalnego życia. Ale po kilku tygodniach ćwiczeń, nordic walkingu, ustawienia diety i rozmów z psychologiem stają na nogi.

- Otóż to.

Co z czynnikiem psychospołecznym?

- Wie pani, kto popełnia najwięcej samobójstw? Ci, którzy stracili pracę albo nadzieję na jej utrzymanie czy znalezienie. W naszej klinice nie posiadamy takiej mocy terapeutycznej, jaką mają powiatowe urzędy pracy. Czasem wystarczy dać nadzieję na ułożenie sobie życia.

To może jednak wypełznę z tej depresji bez leków?

- Nie. Budda latami siedział i męczył się pod drzewem. W końcu wstał i powiedział: "Po co się umartwiać, idźmy drogą środka".

Czyli leki plus psychoterapia?

- To dobra kombinacja.

A przy lekkiej depresji nie da się załatwić sprawy tylko na kozetce?

- To mit, że farmakoterapia jest dla ciężkich, a psychoterapia dla lekkich przypadków. Trudno zrobić takie rozgraniczenie. Najwięcej prób samobójczych mają ludzie z umiarkowanymi zaburzeniami depresyjnymi. Ci w ciężkiej depresji są bezradni.

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1