Iza: 25 lat, krótko obcięta blondynka. Energiczna, gadatliwa, kończy właśnie
studia na dwóch kierunkach. Jej siostra Ewelina ma 36 lat, pracę w agencji reklamowej, 13-letnią córkę i depresję zdiagnozowaną półtora roku temu. Gdy namawiam Izę na rozmowę do "Gazety", prawie na mnie krzyczy: - Jeżeli chcesz usłyszeć, że
depresja mojej siostry to ciężka choroba i bardzo ją wspieram, to szukaj innego rozmówcy. Ode mnie możesz usłyszeć jedynie o tym, jak bardzo jej choroba mnie wkurza. O tym, jak trudno mi w nią uwierzyć. Że uczę się definicji depresji jak tabliczki mnożenia. I że z tabliczką mnożenia było łatwiej.
- Nie tobie jednej ciężko - mówię.
Iza w końcu daje się namówić na rozmowę.
Kamil zgadza się od razu. U Darka, jego chłopaka, lekarz zdiagnozował depresję sześć lat temu. Mieszkali wówczas razem od roku. - Zrobiłem, co mogłem, żeby mu pomóc - mówi.
Mnie też po pogrzebie było ciężko - Ona była dziwna na długo przed diagnozą - Iza zapala papierosa, gdy zaczyna opowieść o Ewelinie. - Nie pamiętam, żeby w tym czasie bywała serdeczna, żeby się śmiała. Myślałam, że ma taki charakter. Rodzice mówili, że to po babci. Że też taka była: zacietrzewiona, w swoim świecie, że bez powodu potrafiła nie odzywać się do dziadka przez kilka tygodni.
- Nikt nie podejrzewał choroby?
- Gdzie tam! To ona w napadzie złości wysyłała nas wszystkich do psychiatrów. A później łapała doła i przestawała się odzywać. Do męża, do dziecka, matki, do mnie.
Ewelina trafiła do lekarza po śmierci taty. Półtora roku temu.
Iza: - Strasznie płakała. W domu, w pracy. Miesiąc czy dwa to trwało. Lekarza poleciła jej koleżanka z pracy. Ewelina nie potrzebowała długich namów, chyba się już mocno ze sobą męczyła. Na początku lekarz mówił, że się pozbiera, tylko musi odpocząć. Dał jej kilka tygodni wolnego. Radził: wypłacz się, poukładaj wszystko w głowie.
Wtedy jeszcze ją rozumiałam. Mnie też po pogrzebie było ciężko. Nie przyszło mi do głowy, że jej może być z jakichś powodów trudniej niż mnie. Koncentrowałam się na tym, żeby mamę jakoś podnieść na duchu. Myślałam, że za chwilę wszystkie staniemy na nogi.
Ale kilka tygodni wolnego "na dojście do siebie" Ewelinie nie wystarczyło. Wtedy padła diagnoza: depresja. Nie wstydziła się choroby. Powiedziała rodzinie od razu. Córka tylko zapytała, czy wyzdrowieje. Przytaknęła.
My też się nie wstydziliśmy jej choroby. Mama w czasie menopauzy też miała depresję. I po kilku miesiącach jej przeszło. Liczyliśmy, że z Eweliną będzie tak samo. Ale się przeliczyliśmy. Jest na pigułkach do dziś.
Mówiłem mu: zrób coś ze sobą! Kamil i Darek pierwszą wspólną noc przeżyli wtedy, gdy nad polskimi miastami rozbłysły fajerwerki. Wchodziliśmy właśnie do Unii.
- Ucieszyłem się, gdy do mnie zadzwonił - wspomina Kamil. - Mieliśmy wspólnych znajomych, widywaliśmy się od miesięcy. Ale wtedy zaczęliśmy być parą. Podobał mi się. Atrakcyjny, wysoki, szczupły blondyn. Cholernie wesoły. I bardzo rozrywkowy. Mieliśmy obaj po 28 lat. Pracowałem już wówczas, on jeszcze studiował. Szybko zamieszkaliśmy razem w wynajętym mieszkaniu. Nie mógł znieść swoich rodziców. Matka schizofreniczka, czuła się prześladowana przez wyimaginowane kochanki męża, wieczne pretensje i awantury w domu. Poza tym
rodzice pozaciągali kredyty, wpadli w tarapaty finansowe. Nie dziwiło mnie, że woli mieszkać ze mną.
Dobrze się bawiliśmy. Po knajpach lubił chodzić, wypić lubił. Potrafił mnie rozbawić. Odpoczywałem przy nim po pracy. Nie przeszkadzało mi, że go utrzymuję. Szalałem za nim.
Po kilku miesiącach przyznał się, że ma problem "z nerwami". I chodzi regularnie do neurologa. Ja tam nic nie widziałem. Opowiadał coś o chorobach psychicznych, ja się śmiałem na głos.
Choroby? Choroby są wtedy, gdy jest konkretne schorzenie mózgu, gdy objawy uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. A Darek był cały, sprawny i zdrowy. Czasem trochę się nad sobą użalał, zamartwiał problemami rodzinnymi, ale na to przecież nie ma tabletek - mówiłem mu. Chciałem, żeby zaczął nad sobą pracować.
Po roku wspólnego
mieszkania wesołkowaty i rozrywkowy Darek zmienił się. Zaczął opuszczać zajęcia na studiach, nie chciał wychodzić z domu. Leżał tylko przed telewizorem.