Prosimy o listy. Spróbujmy wspólnie ułożyć antyrakowy poradnik dla zdrowych i chorych - najprawdziwszy, bo osobisty: leczyc@wyborcza.pl
Na oddziale było ich wtedy dziewięciu. Wszyscy młodzi, pełni życia i planów. Wszyscy chorzy na raka jądra. Siedem lat później spośród nich żyje tylko Jacek.
- Ilu znasz mężczyzn chorych na raka jądra? - pyta mnie.
Jedyny, który przychodzi mi do głowy, to kolarz Lance Armstrong.
- Takich mężczyzn są w Polsce tysiące. Ale prawie nikt się nie przyzna. Ci, którzy zostali wyleczeni, nie chcą o chorobie rozmawiać. Ci, którzy są chorzy, nie wiedzą, co robić. Bo rak jądra to tabu. Tabu i niewiedza, które zabijają. A w Polsce chorować po męsku to milczeć - mówi.
Jacek na raka jądra choruje od 15 lat. I chce o tym mówić głośno.
Pierwszy wyrok Zaczęło się od bólu kręgosłupa. Jacek zrobił rentgen. Wyniki bez zarzutu. Kręgosłup nieco skrzywiony, więc wyjaśnienie bólu jak na zamówienie. Ale ból się nasilał. Trafił na USG brzucha, a z wynikami prosto na salę operacyjną.
- Nikt mi nic nie wyjaśniał, nie tłumaczył, 1,5 godziny później byłem po usunięciu prawego jądra.
Rak! To brzmiało wówczas egzotycznie. Nikt nie mówił o nim głośno. Lekarz nie proponował żadnego leczenia, nie dał nadziei na życie. Wydał tylko wyrok: rak jądra z przerzutami do płuc i wątroby, i powiedział do mojej mamy: "Niech pani się modli".
Jacek trafił do Centrum Onkologii w Krakowie. Dostał 13 serii chemii. - Za każdym razem, idąc na kolejną, dostawałem furii, że muszę patrzeć, jak każda kropla płynu zabija mnie po to, żebym mógł żyć.
Ale raka jądra pokonał. Pierwszy raz w czerwcu 1996 r. - Znów zobaczyłem słońce - wspomina.
Wrócił do domu. Zapomniał o chorobie: - Była tylko radość. Nawet przez moment nie wątpiłem, że jestem zdrowy i szpitalna rzeczywistość to przeszłość.
Poznał Anię.
Ania: - Wiedziałam, że Jacek miał raka. Ale to było abstrakcyjne. Co przeszedł, zrozumiałam, gdy przeglądałam historię jego choroby. Przypadkiem. Jechaliśmy samochodem. Czytałam ją i cierpłam. Pierwszy raz pomyślałam, że przecież może mieć nawrót, ale szybko te myśli wyparłam.
Mężczyzn zabija wstyd Jacek podczas konsultacji w przychodni zostawił ulotki z informacjami o raku jąder, jego objawach, badaniach. - Na drugi dzień dostałem telefon od kierowniczki, że mam zabrać z przychodni pornografię! - opowiada.
- Brak wiedzy o raku jąder wiąże się z tabu seksualności. Bo w Polsce męska sfera płciowa jest wyklęta - uważa dr Wojciech Rogowski z Kliniki Urologii i Urologii Onkologicznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.
O raku jąder milczy się dziś tak, jak milczano kilka lat temu o raku piersi czy szyjki macicy. Tabu przełamały Amazonki. O chorobie mówiły znane aktorki, profesorki, artystki. - Z mężczyznami jest trudniej, bo oni się wstydzą - twierdzi dr Rogowski.
We Francji o raku prostaty zaczęto rozmawiać, gdy zachorował prezydent Mitterrand. W Polsce nie ma autorytetu, który chciałby opowiedzieć o raku jąder. Rak płuc? Proszę bardzo. Rak jelita? Nie ma sprawy. Ale rak jąder?