Endokrynologów jak na lekarstwo

Alicja Katarzyńska, Gdańsk
09.02.2010
A A A Drukuj
W woj. pomorskim na wizytę u endokrynologa czeka się nawet dwa lata. Lekarze nie chcą współpracować z NFZ, a prywatne gabinety nie przyjmują nowych pacjentów. Wojewódzki konsultant apeluje do samorządu i NFZ: spotkajmy się przy okrągłym stole
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Jak potraktowano Ciebie lub Twoich bliskich? ''Po ludzku'' czy raczej jak przedmiot? Czekamy na Wasze listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl



- Na nadczynność tarczycy leczę się od 16 lat - opowiada Ewa Kiernaszuk z Gdańska. - Długo chodziłam do lekarza w Wojewódzkiej Przychodni Endokrynologicznej. Trzeba było zwolnić się z pracy, czekać kilka godzin (mój rekord to osiem), ale zawsze się człowiek dostał. Przychodnię jednak zlikwidowano, więc zaczęłam wędrować od jednej przychodni do drugiej, tam gdzie się krócej czekało. Ale od trzech lat po prostu nie mogę się nigdzie zapisać, nie ma miejsc. Mam dzwonić w styczniu, dzwonię, słyszę, że już nie ma miejsc i żeby dzwonić w kwietniu, znów dzwonię i znów nie ma mnie gdzie wcisnąć. Na takim dzwonieniu co kilka miesięcy zeszły mi trzy lata. Bez lekarza, badań, leków. Ja mogę poczekać w kolejce, ale co robić jak nie ma nawet kolejki?

NFZ: Lekarze nie chcą współpracować

Pani Ewa jest jedną z 200 tys. osób z chorą tarczycą w Pomorskiem. Będzie, tak jak inni, chorować całe życie, bo schorzenia endokrynologiczne są przewlekłe. Powinna co najmniej trzy razy w roku spotkać się z lekarzem, który zbada poziom hormonów, oceni, w jakiej fazie jest choroba, ustali dawki leków. Brak konsultacji z lekarzem chory może przypłacić życiem, bo niewyrównana choroba tarczycy może grozić tzw. przełomem tarczycowym. 30 proc. chorych w przełomie tarczycowym umiera. 

Kontrakty z NFZ mają 32 poradnie endokrynologiczne dla dorosłych i pięć dla dzieci. Pracuje w nich 34 endokrynologów. Z tak ograniczoną liczbą specjalistów poradnie nie są w stanie przyjmować więcej pacjentów.

- Wiemy, że potrzeby są większe, ale nie jesteśmy w stanie nic zrobić - przyznaje Barbara Kawińska, wicedyrektor NFZ w Gdańsku. - Problem w tym, że endokrynolodzy nie chcą z nami współpracować.

Lekarz: Warunki NFZ są nie do przyjęcia

Dlaczego? - Przez osiem lat miałam kontrakt z pomorskim NFZ - mówi Ewa Gross-Tyrkin, endokrynolog z wieloletnim stażem przyjmująca w prywatnym gabinecie w Gdańsku. - Stawka, jaką proponował fundusz za wizytę, była poniżej kosztów badania jednego hormonu. A podczas standardowej wizyty nieraz trzeba zbadać choremu trzy hormony. Poza tym wymagania funduszu były ogromne: specjalizacja z endokrynologii, kompletnie wyposażony gabinet z aparatem USG, zachowanie ciągłości opieki - czyli gabinet nie mógł być zamknięty nawet przez jeden dzień, coraz to nowe wymagania administracyjne. I za wszelkie niedociągnięcia groźba kar, nawet 25 tys. zł. To było nie do przyjęcia.

W Pomorskiem w sumie pracuje 70 endokrynologów. Ci, którzy odmówili współpracy z NFZ, przyjmują chorych w prywatnych poradniach, jest ich już w województwie 50. Popyt jest ogromny, mimo niemałych opłat za wizytę (często ponad 100 zł). Ale to nie załatwia sprawy. Część gabinetów bowiem nie przyjmuje od lat nowych pacjentów.

- Obawiam się, że stanie się tak jak ze stomatologami - mówi Jerzy Karpiński, lekarz wojewódzki w Pomorskiem. - Tylko nieliczne gabinety czy przychodnie leczą w ramach NFZ. Większość z nas chodzi do stomatologa prywatnie. Czy ktoś się buntuje? Wręcz przeciwnie, powszechne jest przekonanie, że tylko u prywatnego stomatologa wyleczą nam zęby jak należy.

Wojewódzki konsultant: Endokrynologów trzeba kupić

O tragicznej sytuacji pacjentów z chorobami tarczycy do władz NFZ napisał niedawno dr hab. Krzysztof Sworczak, konsultant wojewódzki ds. endokrynologii w woj. pomorskim. - Do poradni endokrynologicznej przy Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku na zwykłą wizytę czeka się 550 dni! - mówi dr Sworczak. - Gdy myślę o tym, że w tej kolejce może czekać pacjent z rakiem tarczy, który wymaga natychmiastowej diagnozy i interwencji, trudno mi być spokojnym. Na różnych frontach usiłuję zmienić tę sytuację: wywalczyłem większą liczbę miejsc specjalizacyjnych dla regionu, bronię przed zamknięciem poradnie, które nie spełniają norm wymaganych przez NFZ, a pracują w nich doświadczeni specjaliści, walczę o zwiększenie kontraktu dla poradni przy Uniwersyteckim Centrum Klinicznym, największym szpitalu w regionie. To wciąż za mało. Zaapelowałem do władz NFZ, władz samorządowych: spotkajmy się przy okrągłym stole i zróbmy lokalnie, co się da, nie czekając na centralę NFZ czy ministerstwo.

- Endokrynologów trzeba po prostu kupić - dodaje Karpiński. - Zaproponować im taką stawkę, żeby chcieli przyjechać choć dwa razy w tygodniu do NFZ-etowskiej przychodni. Fundusz deklaruje, że ma pieniądze, więc warto dać więcej tym, którzy chcą. Może jakieś pieniądze znajdzie też marszałek, a może gminy.

To dobry pomysł - przyznaje Krystyna Grzenia, dyrektor szpitala na Zaspie, przy którym działa duża poradnia endokrynologiczna. - Możemy przyjmować więcej chorych, ale potrzebne są sensowne rozwiązania. Możemy wymyślić je razem.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
Brak komentarzy