Rozmowa z o. Filipem Buczyńskim, psychologiem i prezesem Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia
Małgorzata Szlachetka: Niestety, lekarze często unikają rozmowy z ciężko chorym. Chowają się za hermetycznym, medycznym językiem. Wolą rozmawiać z rodziną, a nie z samym pacjentem.
O. Filip Buczyński: Wiele zależy od tego, na ile pacjent od samego początku interesuje się swoją chorobą i procesem leczenia. Są chorzy, którzy od razu proszą, aby przekazywać wszystkie informacje rodzinie, a rodzina zadaje sobie pytanie, czy pacjent powinien wiedzieć, jak bardzo jest chory. Czasami też lekarz, patrząc na świat emocji pacjenta, może zdecydować, żeby mu nic nie mówić, bo myśli, że podopieczny właśnie tego chce.
Jeśli lekarz kilka razy spotka się z taką sytuacją, to później idzie na skróty i rozmawia tylko z rodziną. To nieszczęśliwe rozwiązanie, bo rodzina, dostając informację np. o ciężkiej chorobie nowotworowej ukochanej osoby, najczęściej wpada w rozpacz i czuje się bezradna. Ostatecznie okazuje się, że jeden z bliskich pacjenta dystrybuuje informacje dotyczące stanu jego zdrowia, najczęściej niepełne albo nieprawdziwe.
Pamiętajmy - to nie rodzina ma decydować, czy pacjent ma prawo do informacji.
Bywa, że pacjent chce rozmawiać, ale lekarz jest zagoniony. Jak powiedzieć komuś, że umiera, na korytarzu szpitalnym?
- Jeśli chcemy odbyć bardzo ważną rozmowę, to wcześniej ustalamy czas, miejsce i temat. Takiej informacji nie można przekazywać w biegu albo przez innego lekarza. Trzeba zarezerwować sobie czas - to urągające dla pacjenta, gdy lekarz mówi, że chce poważnie porozmawiać, a ma tylko dwie minuty.
Trzeba zapytać pacjenta, co wie o swojej chorobie i co chce jeszcze wiedzieć. Po przekazaniu części informacji lekarz powinien dopytać, co chory z tego, co powiedziano, zrozumiał.
Lekarze robią to rzadko. Jeszcze rzadsza jest sytuacja, gdy lekarz pyta: "Jak pan się czuje z tym, co usłyszał?". A pacjent, jeśli nie zostanie zapytany o emocje, może się zamknąć w sobie.
Czasami drugą część rozmowy trzeba odłożyć na później.
Ojciec na szkoleniach uczy lekarzy, jak rozmawiać z pacjentem. Sami nie umieją tego robić?
- Mam w pamięci długą rozmowę z chirurgami warszawskimi. Zapytałem ich: "Jak rozmawiacie z pacjentem, który nie chce poddać się operacji?" Pani chirurg odpowiedziała: "No normalnie, przychodzę i mówię: Stary, albo na stół, albo do piachu". Sala wybuchła śmiechem.
No to ja mówię: "No dobra, pożartowaliśmy. Teraz powiedzcie mi poważnie, jak rozmawiacie z pacjentem?". Drugi lekarz odpowiedział: "No właśnie tak. Nas nie nauczono rozmawiać z pacjentem i nam się nie chce z nim rozmawiać, kiedy mamy przed sobą wiele zabiegów do wykonania".
Lekarzom wstyd jest przyznać, że nie umieją się komunikować. Nie uczą ich tego na studiach. Dlaczego? To jest pytanie do rektorów wyższych uczelni medycznych.
Psychologia na medycynie jest traktowana po macoszemu?
- Jest bardzo okrojona, bez nabywania umiejętności praktycznych. O tym, jak rozmawiać, można sobie w książce poczytać, ale dla nabycia praktycznych umiejętności potrzebna jest współpraca z dobrymi psychoonkologami. Jest takie przekonanie, że student medycyny nie musi się wszystkiego nauczyć na uczelni, bo nauczy się kiedyś. Tylko że to kiedyś, to może być nigdy.
Najbardziej szokujące wspomnienie ze szkolenia z lekarzami?
- Lekarz powiedział mi: "Obiecałem pacjentowi, że będzie zdrowy, a potem nie byłem w stanie mu powiedzieć, że umiera".
Czyli stawianie się w pozycji Boga?
- Pamiętam też, gdy lekarz opowiadał, że nie mógł spojrzeć małemu chłopcu w oczy i przyznać, że jest bezradny wobec jego choroby. A dziecko popatrzyło na niego i powiedziało: "Ale obiecałeś...". Lekarz był zrozpaczony, że wcześniej złożył taką obietnicę. Nie miał prawa tego zrobić. Bo nie wolno w takich sytuacjach używać słów: "zawsze", "na pewno". Można tylko powiedzieć: "zrobimy wszystko", "jest bardzo duża szansa".
Równie nieszczęśliwe może być nieprzygotowanie chorego na to, co go czeka. Są sytuacje, kiedy pacjent został przekazany do opieki paliatywnej, ale o tym nie wie. Słyszy, że gdzieś go przewiozą, jakiś nowy zespół będzie się nim zajmował. Dopiero w hospicjum dowiaduje się, gdzie trafił. I to jest wielki dramat.