Adam Czerwiński: Polska Koalicja Organizacji Pacjentów Onkologicznych ocenia, że Polak chory na raka ma gorzej niż Niemiec lub Hiszpan, umiera większy odsetek pacjentów.
Wojciech Matusewicz: Niestety, tak jest. Ale głównie dlatego, że kuleje diagnostyka i profilaktyka. Choroby są za późno wykrywane.
Mówi pan to samo co organizacje pacjentów. Z tym że one dodają, że procedura refundacji leku trwa bardzo długo. NFZ zwleka z finansowaniem innowacyjnych leków. Często nie chce płacić za nie bez rekomendacji waszej agencji. Ile pacjent musi czekać na jej opinię?
- Cztery miesiące. W ciągu roku rozpatrujemy 80 wniosków.
A już przez dwa miesiące guz nerki może urosnąć dwukrotnie.
- Na opinię angielskiej agencji czeka się 15 miesięcy. Cztery miesiące na zebranie i analizę informacji z całego świata o danym leku to nie jest długo. Ale rozumiem pacjentów, którzy się niecierpliwią. Za każdym razem, kiedy zostaje zarejestrowany jakiś nowy specyfik, dowiadują się o tym i od razu domagają się tego leku. Na lobbing jesteś my odporni. Największy problem mamy z chorymi, którzy nie rozumieją ograniczeń terapii. Nowoczesne leczenie np. w onkologii to leki dla ściśle wybranych pacjentów. Niedługo będziemy opiniować lek onkologiczny skuteczny u ludzi o ściśle określonym genotypie.
Agencja opiniuje, który lek jest skuteczny, który nie. Jak to oceniacie?
- Analizujemy całą literaturę, publikacje na temat danego leku. Porównujemy dane podawane przez producentów z wynikami niezależnych badań. I często okazuje się, że firmy farmaceutyczne tak dobierają populację pacjentów, na których testowano lek, by wyniki wychodziły dobrze. A potem okazuje się, że skuteczność wcale nie jest tak obiecująca. Sprawdzamy też, czy lek jest bezpieczny - czy nie odnotowano działań niepożądanych. Kiedy już mamy sprawdzone dane o preparacie, porównujemy jego skuteczność do kosztów terapii. Zakładamy, że za skuteczną terapię można zapłacić rocznie tyle, ile wynosi PKB na głowę mieszkańca pomnożone razy trzy. W Polsce daje to ok. 51 tys. dol. na rok, jeśli jest droższa - opiniujemy ją negatywnie. Nie może być tak, że finansowanie jakiegoś leku zrujnuje budżet.
Proszę zwrócić uwagę, że wydatki na leki stale rosną. Wiele nowotworów ostatnio przestało być śmiertelnych. Nowocześnie leczone zamieniają się w choroby przewlekłe - pacjenci z białaczką szpikową mogą żyć nie kilka, ale kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Muszą tylko cały czas brać drogie leki.
Jak rozstrzygacie, czy jest sens wydać więcej niż 51 tys. dol. rocznie tylko po to, by zmniejszyć cierpienie?
- Tak jak inne wnioski. Jakiś czas temu zwróciło się do nas Ministerstwo Zdrowia z prośbą o opinię w sprawie innowacyjnej terapii bardzo rzadkiej choroby - jednej z mukopolisacharydoz. Choruje na nią 20-30 dzieci w całej Polsce. Roczne leczenie kosztuje około miliona złotych. Spodziewane efekty: dziecko zrobi samodzielnie 20 kroków. Bez leku zrobi ich sześć. Oceniliśmy tę terapię negatywnie. Ale Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że będzie za nią płacić, bo podnosi jakość życia.
Z takimi decyzjami jest problem. Pamiętam dyskusję o finansowaniu leku onkologicznego, który przedłużał życie o dwa miesiące. Były na to twarde dowody, więc nie dyskutowałem. Ale bioetyk zapytał, czy lek przedłuża życie, czy cierpienie.
W agencji nie rozstrzygamy takich problemów i tak naprawdę nie podejmujemy decyzji. W przypadku innowacyjnych terapii konsultant krajowy wdanej dziedzinie medycyny prosi o zgodę Ministerstwo Zdrowia. Ono zleca nam przygotowanie rekomendacji i kiedy ją zrobimy, decyzję podejmuje minister.
Według organizacji pacjentów to, co jest niestandardowe w Polsce, jest typowe w UE.
- Niestety, tak jest. Z reguły problemy są z drogimi lekami o ograniczonej skuteczności. Weźmy na przykład lek na przerzutowy nowotwór wątroby. W Niemczech jest bardziej dostępny niż u nas, choć jego skuteczność jest bardzo ograniczona, niewiele przedłuża życie. W pojedynczych wypadkach NFZ wydaje indywidualne zgody na leczenie. Ale wymagana jest ścisła kwalifikacja. Mimo przerzutów stan pacjenta musi być dobry. Wtedy leczenie może mieć sens.
Bogatsze państwa, na przykład Francja, mogą sobie pozwolić na to, żeby nie analizować efektywności kosztowej innowacyjnych leków. Ale nawet najbogatsi wprowadzają mechanizmy, które chronią przed nadmiernymi wydatkami na niepewne innowacje. Na przykład stosuje się dzielenie odpowiedzialnością finansową za niesprawdzoną terapię z firmami farmaceutycznymi. Zgoda na refundację jest wydawana, jeśli firma zgodzi się oddać pieniądze, gdy leczenie okaże się nieskuteczne.