Prywatne szpitale zarabiają na raku. Nawet w kryzysie

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
2011-09-05, ostatnia aktualizacja 2011-09-04 20:38

2,5 miesiąca miał czekać na chemioterapię w szpitalu przy ul. Szaserów pacjent po operacji onkologicznej. Profesor polecił mu prywatną klinikę w Otwocku, gdzie leczenie zaczęło się po tygodniu.

Europejskie Centrum Zdrowia
Fot. Fot . Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Europejskie Centrum Zdrowia "Otwock"
Pod Warszawą działa jeszcze jeden taki szpital onkologiczny. Kolejny inwestor - firma Medicover - chce budować centrum radioterapii w stolicy. Operacje u chorych na raka ma też przeprowadzać nowy szpital Swissmed na Bródnie (otwarcie pod koniec września). - Na onkologii można zarobić, dlatego się w nią teraz inwestuje - mówią eksperci od rynku zdrowia.

U Mirosława Zalewskiego lekarze wykryli nowotwór jelita grubego. Teraz leczy się w Otwocku. Nie musi płacić, bo ta prywatna placówka ma kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Leży w jednoosobowej sali z łazienką. - Obsługa przychodzi na każde wezwanie. Dookoła cisza, śpiewają ptaki - opowiada. - Byłem kilka razy w Centrum Onkologii na Ursynowie. Jak wspomnę tamte kolejki, zaduch, obskurne łazienki, to robi mi się słabo. Tutaj jest jak w amerykańskich filmach, w których pokazują kliniki dla bogaczy.

W Otwocku, gdzie na poświęcenie nowego szpitala ściągnięto abp. Henryka Hosera, NFZ płaci za diagnozę, badania, operację i chemioterapię. W drugim prywatnym szpitalu w podwarszawskim Wielszewie ubezpieczenie gwarantuje też naświetlania. Obie placówki mają po niecałe sto miejsc. Pacjentów im nie brakuje.

Więcej na leczenie

Ich właściciele zainwestowali dziesiątki milionów złotych. Nie liczą jednak na pacjentów komercyjnych. Tych jest tylko kilku miesięcznie. Nastawiają się na kontrakt z NFZ, który nieźle płaci za terapię nowotworów, a pieniędzy na onkologię jest w budżecie coraz więcej. W 2010 r. na leczenie szpitalne w Polsce wydano 1 mld 400 mln zł. Na Mazowszu w pierwszej połowie tego roku na chemioterapię przeznaczono ponad 129 mln zł. - Nasze koszty są niższe niż w publicznych jednostkach - podkreśla Mirosław Cienkowski, dyrektor szpitala w Wieliszewie. - Nie mamy przerostów zatrudnienia. Wynagrodzenie lekarzy zależy od liczby przyjętych pacjentów. Taniej kupujemy leki, bo nie musimy ogłaszać publicznych przetargów, tylko negocjujemy ceny z producentami.

Na razie prywatne szpitale dostają nieduże kontrakty z Funduszu (Otwock - na 6,5 mln zł, a Wieliszew - na 19 mln zł). Spodziewają się jednak, że gdy pacjentów zacznie przybywać, trafią właśnie do nich, bo publiczne ośrodki onkologiczne pękają już w szwach. Do przychodni Centrum Onkologii na Ursynowie codziennie zgłasza się ok. 1 tys. osób, które godzinami stoją w kolejkach. Zaplanowano ją na 300 chorych dziennie, a potrzeby będą coraz większe. W Polsce co roku jest wykrywanych 150 tys. nowych zachorowań na raka. W 2025 r. ma ich być 180 tys. Poza tym rak ze względu na coraz lepsze metody leczenia często nie jest już wyrokiem, ale chorobą przewlekłą, z którą żyje się latami. Pacjenci muszą być pod stałą opieką lekarza, by wychwycić nawrót. To powoduje, że prócz nowych chorych ktoś musi leczyć także tysiące tych, którzy mieli raka kiedyś.

- Pacjent z nowotworem szuka nadziei u najlepszych - mówi dr Anna Kieszkowska-Grudny, dyrektor Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku. Dlatego z prywatnymi lecznicami współpracują największe sławy onkologii, które mają etaty w publicznych szpitalach. Zasiadają w radach naukowych, konsultują pacjentów. To oni są najlepszą reklamą.

Dziesięć lat i się zwróci?

Szpital w Otwocku należy do właścicieli dwóch szpitali jednodniowych w Warszawie - Ibisa i Sensor Cliniq. Placówkę w Wieliszewie za 80 mln zł postawiła Uczelnia Warszawska im. Marii Skłodowskiej-Curie. Na zwrot kosztów inwestorzy dają sobie dziesięć lat. - Medycyna jest bezpiecznym biznesem, którego nie dotyka kryzys - przekonuje dr Anna Kieszkowska-Grudny. A dr Adam Kozierkiewicz, ekspert z zakresu ochrony zdrowia, podkreśla, że rynek szybko znajduje dziedziny dobrze opłacane przez Fundusz. - Do tej pory można było zarobić na dializoterapii i kardiologii inwazyjnej, dlatego powstały prywatne placówki oferujące takie zabiegi. Teraz opłacalna jest onkologia, a zwłaszcza radioterapia.

Dr Kozierkiewicz podkreśla, że szpitale powstały, choć ich właściciele nie mają gwarancji, że Fundusz co roku da im pieniądze. - Mogą mieć przestój, ale i tak im się to opłaca - ocenia ekspert.

Czy dzięki temu, że powstają prywatne szpitale, kolejki w oddziałach onkologicznych się zmniejszą? Tak, jeśli NFZ podpisze ze wszystkimi kontrakty. A to zależy od tego, ile będzie mieć pieniędzy. Niestety, na razie nie ma ich więcej, a oddziałów chętnych do podziału przybywa.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1