Leczenie przez nieinformowanie - list
Dlaczego lekarze nie rozumieją, że pacjent poinformowany jest "łatwiejszy w obsłudze"? Dlaczego o zabiegu informuje mnie salowa, odmawiając mi obiadu?
Doświadczeni chorobą czytelnicy odpowiedzieli na nasz apel o podzielenie się swoimi przeżyciami i radami. Oto pierwsze listy
Dlaczego lekarze nie rozumieją, że pacjent poinformowany jest "łatwiejszy w obsłudze"? Dlaczego o zabiegu informuje mnie salowa, odmawiając mi obiadu?
Już trzy lata tułam się po zakładach opiekuńczo-leczniczych i dobrze poznałem życie w nich. Mam niesprawne ciało, ale sprawny umysł, widzę, słyszę i czuję. Jeśli mam zachować szacunek dla samego siebie, to wolę śmierć niż takie życie
Pacjenci: chorzy, nie informowani, co im jest i jak będą leczeni, więc przestraszeni. Ciągle w kolejkach. Ciągle walczą, o termin wizyty, o skierowanie... Jak uzdrowić ten system?
Polskie media, w tym "Gazeta", prowadzą nagonkę na służbę zdrowia. Może, zamiast nieustannego opisywania głupoty urzędników i bezduszności oraz niekompetencji lekarzy, zapoczątkowalibyście ogólnokrajową akcję edukacji społeczeństwa?
Nigdy nie żaliłam się publicznie, ale dziś poczułam się dotkliwie obrażona i odarta z godności. Człowiek, którego pensja pochodzi z moich podatków, instytucja, którą finansuję z mojej niewielkiej wypłaty, pokazali mi, że mają mnie w poważaniu. Że najlepiej, żebym nie zawracała im głów. Nie wiem co robić.
Nie ma żadnej realnej pomocy dla niedoszłych samobójców, nie ma żadnej pomocy dla ich bliskich. Jest za to stygmatyzacja, cierpienie i życie pogrążone w cieniu śmierci najbliższej osoby.
Wstrząsający list pani Anny, która opowiedziała historię obciążonej poważną wadą genetyczną ciąży, poruszył internautów. Rozgorzała dyskusja o "prawdziwości" listu, o niemożności wykonania legalnej aborcji, i tego kto jest temu winien, o wygodnictwie współczesnego człowieka, który nie chce poddać się "woli Boga" i "miłości do chorego dziecka".
Zapisy do lekarza wcale nie oznaczają, że można przyjść na konkretną godzinę. Bo lekarz może się spóźnić i wyrzucić pacjentkę z gabinetu - przeczytaj list czytelniczki, którą to spotkało.
Pod koniec listopada zapytałam w przychodni, czy już wiadomo, kiedy zaczną się zapisy do endokrynologa na 2010 r. Jakież było moje zdziwienie, gdy rejestratorka poinformowała mnie, że limit osób na pierwsze półrocze już się wyczerpał, bo zapisy zamiast w grudniu, zaczęły się we wrześniu
U mojej siedmiomiesięcznej córeczki zdiagnozowano problemy z nerkami. Spędziłyśmy tydzień w szpitalu. Razem. Pielęgniarki pozwalały mi być przy badaniach, trzymałam ją na rękach, gdy pobierali jej krew. Oczywiście Maja płakała jak bóbr, ale przynajmniej był przy niej "swój".
Od zawsze uważałem, że opieka medyczna powinna być częściowo odpłatna. Powinno się płacić po kilka złotych za wizyty w przychodniach, wypisanie recept, proste zabiegi. To nie jest wydatek, który może kogoś zrujnować - w końcu ile razy w roku przeciętny człowiek odwiedza lekarza i pobiera recepty?.
Jestem lekarzem rodzinnym na wsi. Prowadzę przychodnię i nie mogę znaleźć lekarza do pracy. Jeśli nie znajdę, będę wkrótce sam leczyć pięć tysięcy ludzi.
Prowadząc dyskusje o leczeniu w Polsce mówi się głównie o lekarzach, zapominając o innych zawodach związanych z leczeniem.
Byłam w ciąży. Chcianej ciąży. Świadomie podjęta decyzja. Dziecko kochane nawet nie od chwili poczęcia, ale od podjęcia decyzji. Sama radość i szczęście. W 12 tygodniu ciąży USG, tzw. genetyczne, i lekarz stwierdza, że jeden z markerów genetycznych, dokładnie przezierność karkowa (NT), przekracza normę. Norma jest do 3 mm, a w przypadku mojego dziecka były prawie 4 mm. "Może to być Down, może być jakaś inna trisomia" - słyszę. Szok. Co dalej? To miało być tylko badanie kontrolne, potwierdzające zakodowaną w nas, w rodzicach, wiarę, że dziecko jest zdrowe.
Zwracam się do Was jako do ostatniej deski ratunku. Przed znieczulicą, arogancją, głupotą. Brakiem empatii, szacunku i niedopełnianiem obowiązków. Przed krzywdą wyrządzaną pacjentom i ich bliskim.
Dochodzę właśnie do zdrowia po przebytej pod koniec listopada operacji na oddziale chirurgii Szpitala Klinicznego nr 1 Pomorskiej Akademii Medycznej -Filia w Policach. I wiem, że chory w szpitalu nie musi być intruzem.
Rok 2005: Szczęśliwi trzydziestolatkowie z Warszawy decydujemy się na dziecko.
Stajemy przed dylematem, czy pacjenci mają dopłacać do podstawowych procedur, czy ci z rzadszymi chorobami mają płacić (i to dużo!) za leczenie wysokospecjalistyczne
To nieprawda, że w szpitalu nie można umrzeć jak człowiek.