Katarzyna Surmiak-Domańska - reporterka. Autorka m.in. książek „Mokradełko” (2012, finał nagrody Nike) i „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” (2015). W tym roku opublikowała głośną biografię „Kieślowski. Zbliżenie”.

„Julcia, które książki, co ci je czytałam w dzieciństwie, najbardziej lubiłaś?” – piszę na Messengerze do córki. Za kilka dni kończy 18 lat.

„Karolcia , Gałka od łóżka , wszystkie części Pięciorga dzieci i coś , The Art Book for Children , egipską po angielsku, co robiłyśmy jakieś plastyczne rzeczy z niej, Baśnie Andersena w tych starych materiałowych okładkach...” – brzmi odpowiedź.

Te „stare” okładki pamiętam doskonale, jak pachniały nowością. Trzy tomy oprawione w płótno dostałam pod choinkę. Rodzice powiedzieli: „Szanuj, będzie kiedyś dla twoich dzieci”. Kiedy sama miałam zostać rodzicem, w głowie ułożyła mi się długa lista książek. A potem wpatrywałam się w niemowlę i niecierpliwiłam: „Czy już możemy zaczynać? Mamy tyle do zrobienia”. Z „Małym Księciem” popełniłam falstart. W Julci pozostało tylko nieokreślone wspomnienie. Z „Królewicza i żebraka”, którego wysłuchała w wieku lat pięciu, też niewiele zapamiętała. Ale mnie strasznie piliło z „Królewiczem”, bo wiedziałam, że nikt inny jej tej książki nie podsunie. Płytę Grechuty „Piosenki dla dzieci i rodziców” z wierszami Słowackiego odłożyłam sobie dużo wcześniej. Kiedyś popłakałam się przy „Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi...” i pomyślałam, że w przyszłości moja córka też się przy tym popłacze. I tak dokładnie się stało jakieś 13 lat później.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej