Nela Mała Reporterka, "Nela na wyspie rajskich ptaków", Burda Książki, Warszawa

Potężna hala wypełnia się po brzegi. Jest październik 2017 r., trwają targi turystyczne w Nadarzynie pod Warszawą. Na widowni dzieci – kucają, siedzą, niecierpliwią się. Część z nich wstaje, żeby przyjrzeć się scenie, na której umieszczono wielki, przeszklony kontener. Jest wypełniony wodą. Na razie nurkuje w nim tylko operator kamery.

Wkracza konferansjerka. – Za chwilę poczujecie się tak, jakbyście pływali razem z nią. Pamiętacie z książek Neli zwierzęta, które możecie spotkać pod wodą?

– Tak! – odpowiadają setki dzieci.

– A pamiętacie znaki nurkowe, żeby się komunikować z Nelą?

– Taaaak! – wrzask jest już tak głośny, że niektóre maluchy zatykają uszy.

– Może zawołamy razem Nelę? Co wy na to?

Dzieci skandują: – Ne-la! Ne-la! Atmosfera jak na koncercie albo meczu.

Po chwili się pojawia. Stoi w piance na dachu basenu i nieco zestresowana macha do publiczności. Nie ma w sobie nic z nastoletniej gwiazdy. Stara się być spontaniczna, ale przychodzi jej to z wysiłkiem. Spontaniczna jest za to publiczność. Dzieciaki wstają, ktoś z dorosłych każe im siadać, ale nic z tego, przecież Nela właśnie tłumaczy podwodne znaki. Wszyscy chcą zobaczyć, jak w języku nurków wygląda żółw. I jak dziewczynka wskakuje do wody.

Gdyby nie Nela

– Ale o kim będziemy rozmawiać? – pyta mnie redaktor dużego wydawnictwa, którego proszę o opinię na temat Neli. – O dziewczynce czy też o – jak to mówią w telewizji – formacie, w którym gra Małą Reporterkę? Bo dziewczynka jest świetna, inteligentna i niezmanierowana. A format? Okropny.

Również inni dorośli o Neli mówią i piszą z sympatią. Jeśli mają problem, to z rolą, którą przyszło jej grać. Wydawniczy fenomen – tu wszyscy są zgodni, bo jeśli chodzi o sprzedaż książek, z polskich autorów równać się z nią może w tej chwili tylko Remigiusz Mróz. Ale zaraz potem dorośli dodają: trybik w medialnej maszynie. Albo: produkt marketingu.

Dzieci mają zupełnie inne zdanie.

Kinga: – Zaczęłam czytać jej książkę, kiedy nudziłam się w świetlicy. Tak mnie wciągnęła, że nie zauważyłam przyjazdu rodziców.

Patryk: – Lubię ją, bo sam chciałbym być nurkiem.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej