Jest też inny temat tej książki. To zdanie, którego autorem jest ponoć Bohumil Hrabal. Nigdy go w jego dziele nie odnalazłem, więc pozwalam sobie uznać, że mi się przyśniło. Wyraża ono moją głęboką, wielokrotnie zachwianą wiarę, że człowiek ma moc przemiany tego, na co patrzy. Zdanie to brzmi: „Świat jest straszny, ale ja postanowiłem, że jest piękny”."


Tak zaczyna się nowa książka Wojciecha Bonowicza, poety, pisarza, redaktora, wokalisty, ubiegłorocznego finalisty Nagrody Literackiej Nike za tom "Druga ręka". W "Dzienniku końca świata" dzieli się z czytelnikami refleksjami, spostrzeżeniami na temat otaczającej go rzeczywistości. Czasem jest nad wyraz poważny, nierzadko melancholijny, bardzo często również zabawny. 

 W jednym z rozdziałów opisuje Bonowicz swoje przygody z taksówkarzami:

"Niezapomnianą podróż taksówką odbyłem właściwie tylko raz, jakieś dwanaście lat temu, jadąc do rzeczonych Łagiewnik. Taksówkarz należał do gadułów trzeciego typu, najrozkoszniejszych, bo apolitycznych. Miał jedną cechę denerwującą, mianowicie nieustannie odwracał się do mnie, żeby sprawdzić, jakie wrażenie robi na mnie jego opowieść. To samo w sobie byłoby już denerwujące, ale w tej konkretnej sytuacji, kiedy gnaliśmy przez miasto stówą, irytowało dodatkowo. Niemniej opowieść była zajmująca: na jednym z krakowskich osiedli popełniono zbrodnię.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej