"Wśród migrantów na Wyspach jedna czwarta wszystkich ofiar przemocy domowej to Polki. Wielu tamtejszych Polaków dziwi się, że nawet w sobotę nie może bić żony. A przecież muszą się jakoś rozładować po ciężkim tygodniu pracy". Tak mówili w rozmowie, która ukazała się w "Magazynie Świątecznym" 16 marca Ewa Winnicka i Dionisios Sturis. Dwójka reporterów w książce "Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey" opowiedziała o tragedii sprzed blisko ośmiu lat.


14 sierpnia 2011 roku w Saint Helier, stolicy wyspy Jersey, doszło do tragedii. Polski emigrant Daniel Rzeszowski zabił nożem sześć osób - żonę, dwójkę dzieci, teścia, przyjaciółkę domu i jej córkę. Dlaczego? Na to pytanie do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Słuchaj także: Marek Krajewski w Radiu Książki. Mocka znamy od 20 lat

W czasie procesu przed sądem zabójca milczał, pojedynkowali się za to prokurator i obrońca. Chodziło o to, by ustalić, czy Rzeszowski słyszał głosy, był poczytalny czy nie? Inne sprawy biegłych i uczestników postępowania interesowały zdecydowanie mniej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej