Prymityw. Epopeja narodowa
Marcin Kołodziejczyk
Wielka Litera, Warszawa

Jedną z najbardziej wstrząsających scen, jaką zapamiętałem z kina, jest ta z „Arsenału” Dowżenki, w której podczas ataku gazem rozweselającym żołnierz na froncie w męczarniach dosłownie umiera ze śmiechu. Tak działa epopeja narodowa Marcina Kołodziejczyka, najbardziej bezlitosna wiwisekcja, a raczej sekcja zwłok społeczeństwa polskiego – bo w świecie „Prymitywu” społeczeństwo już wyzionęło ducha pod ciężkim butem narodu.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej