Diabli dykcjonarz
Ambrose Bierce
Przeł. Mateusz Kopacz
Korporacja Ha!art, Kraków
Premiera: 16 października

W mojej klasie w szkole podstawowej pojawił się któregoś dnia nowy – Karol, sto pociech, który wszystko notował uparcie skrótami. Ścinał słowa, stosował jakieś znaki, tam, gdzie my zapełnialiśmy całą stronę, on ściubił to samo w jednym zdaniu. Śmieliśmy się z niego, pukaliśmy w czoło, nauczyciele wzywali rodziców; później został wybitnym komputerowcem.

W tych samych latach 60. Emil Cioran wieszczył, że w nowym stuleciu przetrwają, a w każdym razie staną się najistotniejsze dwie formy wypowiedzi: telegramy i modlitwy. Na dobrą sprawę się nie mylił; powrót do religijności (takiej czy innej, głębokiej czy politycznie zideologizowanej) jest powszechny, a telegramy pod ich postacią nowoczesną – tweetów i memów, a także SMS-ów i, last but not least, tak zwanych przekazów dnia, tej najgłupszej, najbardziej obraźliwej dla rozumu postaci myśli – rządzą niepodzielnie światem słów: dzień w dzień ludzkość wydaje z siebie miliardy krótkich komunikatów, brzęczący i pikający rój jednozdaniówek.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej