Przychodził przed świtem. Był przygotowany: przez wiele dni obserwował ofiarę, jej zwyczaje, bliskich i sąsiadów. Wiek, waga, rasa, kolor włosów czy oczu nie miały dla niego znaczenia. W jego typie były kobiety mieszkające samotnie. Wcześniej włamywał się pod ich nieobecność, poznawał rozkład mieszkania, sprawdzał, czy nie trzymają broni przy łóżku. Wybierał spokojne dzielnice klasy średniej, takie, w których przesuwanych drzwi do ogrodu nie zamyka się w ogóle albo jedynie na łatwy do sforsowania skobel, a wieczorem przez okna z podniesionymi żaluzjami wnętrze mieszkania widać jak w akwarium.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej