Nieinteraktywnych, niegrywalnych, niezgadujących naszych preferencji dzięki użyciu algorytmu. Zbierają kurz na półkach, nieodwracalnie rozmakają w wannach, przy stole wchłaniają plamy z sosu. Straszny oldskul, chciałoby się powiedzieć.

Czy powinniśmy pakować je do walizek i powoli zbierać się na wyprawę w kierunku wyspy Lamus? Na naszych pachnących naftaliną duszach zrobiło się lżej, gdy przeczytaliśmy tekst Michała R. Wiśniewskiego. Szczeciński prozaik przewiduje, że powieść nie tylko nie ugnie się pod naciskiem Netfliksa (i innych serwisów streamingowych), ale wręcz zwycięży w bratobójczej walce. Górą nasi!

To, że właściwie wszystkie (no, prawie) najlepsze seriale narodziły się najpierw na kartach powieści, na pewno wiecie. „Gra o tron”, „House of Cards”, „Opowieść podręcznej”… Mnie bardziej przekonuje argument o specyficznej sile słowa związanej z ludzką wyobraźnią. Nasz umysł najchętniej wierzy w to, co sam wytworzy. Dowód? Choć pornografię mamy w zasięgu kliknięcia, na popularności nie tracą dziś powieści erotyczne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej