"Dziennik. Jeszcze jedno zdanie" Tadeusz Sobolewski, W.A.B., Warszawa

Donata Subbotko: Czyli gadamy we trójkę?

Tadeusz Sobolewski*: Bazylek lubi rozmowy. Ma potrzebę pokazania, że jest pełnoprawnym członkiem rodziny, nawet gospodarzem.

Całe życie miałeś koty?

Tak, zawsze po dwa. Teraz Bazylek jest sam, ale znajdziemy mu kogoś. Drugi kot umarł – był z przytułku, miał kompleks sierocy i wtulał się w Bazylka, który bardzo przeżył jego odejście. Teraz mnie układa do snu. Kładzie się w łóżku i mruczy, aż zasnę, potem sobie idzie.

Ładnie twoja córka Cela kiedyś powiedziała, że zwierzę nie jest człowiekiem, ale jest osobą.

Oczywiście. Chociaż osoby zawsze się współtworzy w kontakcie. On też jest przez nas trochę stworzony. Tak się rozpanoszył, że gdy wieczorem puszczam sobie muzykę, która mu się nie podoba, to wskakuje na biurko i zrzuca mój telefon – wie, które rzeczy są moje.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej