„Chodzenie ma w sobie coś, co pobudza i ożywia mą myśl” – pisał w „Wyznaniach” Jan Jakub Rousseau (przeł. Tadeusz Boy-Żeleński). Żadna współczesna książka o chodzeniu nie może się obejść bez tego cytatu.

Pospolita, wydawałoby się, czynność może służyć wzniosłym celom. Przede wszystkim – pobudzaniu refleksji, bo ruchowi ciała towarzyszą wędrówki umysłu – niezależnie od tego, czy dotyczy to perypatetyków (uczniów Arystotelesa, których nazwa wręcz utożsamiła się z chodzeniem), Nietzschego, Wordswortha czy Wittgensteina.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej