"Kapłony i szczeżuje. Opowieść o zapomnianej kuchni polskiej" Jarosław Dumanowski, Magdalena Kasprzyk-Chevriaux, Czarne, Wołowiec

Wino kartoflane niemal dorównuje węgrzynom, podpowiada fachowa literatura: „rzeźwiący ten i wzmacniający napój przewyższa niezmiernie wszystko, cokolwiek ludzka sztuka podobnego naturalnemu winu wydała”. Nie dzięki starożytnej sztuce uprawy winorośli i fermentacji moszczu, lecz dzięki wykopanym z gleby ziemniakom.

Można z nich zrobić nie tylko alkohol godny najlepszych stołów, ale niemal wszystko, wystarczy chwilę pokombinować: na tej liście jest masło kartoflane, ser kartoflany, kartoflane piwo czy kartoflana kawa, ale też znacznie więcej; na ziemniakach można ucztować od rana do nocy, można je gotować na tysiąc sposobów, wcinać ziemniaczane zupy, dusić kartofle z jarmużem, kaszą, rzepą, mięsem.

Bardzo ponoć smaczna jest „papka kartoflana” wedle rozlicznych przepisów, nie wspominając nawet o oczywistościach, ziemniakach pieczonych i smażonych, o kartoflach z karpiem, ani o deserze. Bo na wety najlepszy jest tort kartoflany, zresztą nie jeden czy dwa: w książeczce zachwalającej zalety kartofla podanych jest osiem przepisów, na 229 ogółem.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej