"Dni bez końca" Sebastian Barry, przeł. Jędrzej Polak, W.A.B., Warszawa

Powieść, mawiamy często, pozwala nam zrozumieć, jak to jest być kimś innym. „Dni bez końca” Sebastiana Barry’ego, jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy irlandzkich, pozwalają to nie tylko zrozumieć, ale też poczuć na własnej skórze. Co znaczyło być biednym Europejczykiem samotnie przybywającym do USA w latach 40. XIX w. Co znaczyło podróżować przez obcy, dziki w dużej mierze kraj. Co znaczyło iść, po raz pierwszy w życiu, przez sekwojowy las. Przebierać się w damskie stroje na tańce w jakiejś zabitej dechami, zamieszkiwanej przez samych mężczyzn osadzie. Uczestniczyć w eksterminacji Indian. Wreszcie – co znaczyło pokochać innego mężczyznę.

Bohater, a zarazem narrator Thomas McNulty przybywa do USA jako nastoletnia sierota uciekająca przed Wielkim Głodem w Irlandii. Takim jak on nowa ojczyzna oferuje tylko jedną drogę kariery: wojskowy mundur. Ale zanim trafi do wojska i przeżyje koszmar wojen – indiańskich i secesyjnej – zaprzyjaźnia się z rówieśnikiem, zjawiskowo pięknym Johnem Cole’em, w którego żyłach płynie ponoć trochę indiańskiej krwi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej