"Diabeł Urubu" Marlon James, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków

Za bardzo dyskryminujący obyczaj należy przyjąć publikowanie powieści obcych autorów w kolejności: najgłośniejsza i nagrodzona (np. Bookerem), potem jakaś wcześniejsza, ewentualnie następna, zwłaszcza w sezonie prezentowym – ale pod warunkiem, że nimb globalnego lauru zadziałał marketingowo – a dopiero na końcu, jeśli nazwisko jeszcze nie przebrzmiało, można sięgnąć po początki przyszłego laureata. Tymczasem w przypadku tych prawdziwie utalentowanych pisarzy należy ich czytać chronologicznie, po kolei. Czego dowodem perfekcyjnie skrojony debiut Jamesa.

W zasadzie można go uznać za wariację na temat Ewangelii, a przynajmniej tych jej fragmentów, które bezpośrednio traktują o winie, karze i odkupieniu. Winę ponosi pastor, który swoim pijaństwem i abnegacją przez lata gorszy wiernych w jamajskiej wsi, gdzieś przy dawnej plantacji. Karę wymierza tajemniczy przybysz, którego charyzmę przewyższa jedynie retoryczna sprawność, z jaką przywołuje stosowne zapisy Biblii. Odkupienie zaś – to okazuje się wkrótce potrzebne każdemu.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej