Michał Nogaś: Tłumaczy pan zawsze w tym samym miejscu?

Michał Kłobukowski: W domu zwykle przy biurku. Ale często zdarza mi się przed snem czytać kilka stron książki, które mam zamiar przełożyć nazajutrz. Można więc powiedzieć, że pracuję również w łóżku. Wielokrotnie się przekonałem, że w czasie snu coś się w głowie dzieje, bo przeczytany tuż przed zamknięciem oczu tekst rano lepiej się tłumaczy. Może dlatego mówi się, że „ranek jest mądrzejszy od wieczora”.

Czytanie na bieżąco, nawet jeśli tekst poznało się już wcześniej – a należę do tłumaczy, którzy czytają książkę przed podpisaniem umowy z wydawcą – zwykle sprawia, że słowa stawiają opór. Rozmawiamy w moim mieszkaniu, kilkaset metrów od warszawskich Łazienek; od wiosny do jesieni chodzę czasem pracować w parku. Zabieram ze sobą wydruk korekty i poprawiam ją, zerkając na kaczki i motyle. Potrzebuję takiego oderwania, wyjścia z domu, zwłaszcza gdy myśl się zacina. Dawniej w takiej sytuacji pewnie bym zapalił.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej