Podsumowania roku wywołują u mnie stany depresyjne. Tyle miesięcy 2018 r. już minęło, a ja wciąż tak wielu rzeczy nie zrobiłam, nie przeczytałam, nie mówiąc o zmienianiu czegokolwiek istotnego. Podsumowywanie roku już w listopadzie, gdy za oknem nie może być posępniej, to – wydawałoby się – pomysł najgorszy z możliwych. Tak, to właśnie wtedy przygotowywaliśmy dla was to świąteczne wydanie. A jednak efekt końcowy pozwala patrzeć w przyszłość z nadzieją.

Słynny rosyjski pisarz Władimir Sorokin w najnowszej powieści „Manaraga” przenosi nas do 2037 r., do czasów i świata, gdy tomami się opala kuchnie, a druk można oglądać już tylko w muzeach. Ludmile Anannikovej w czasie spotkania w Berlinie powiedział jednak, że książka nie umrze, a to dzięki swojej „pociągającej” naturze. „Można ją oblać winem i ono pozostanie na niej na zawsze, można podłożyć pod czajnik, umoczyć łzami, schować pod poduszkę. Książka ma swój zapach”. Wzruszyło mnie to.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej