Djuna Barnes "Ostępy nocy", przeł. Marcin Szuster, Ossolineum, Wrocław

Niech się wynosi: ten, kto dzwoni do drzwi raz po raz i błaga, żeby go wpuścić (Carson McCullers), Lillian Hellman i wszyscy inni znajomi, którzy publikują wspomnienia z młodości, wszyscy ci, którzy pamiętają tę młodość (byli okropni). Ten, kto twierdzi, że „Ostępy nocy” są wybitnym dziełem, i ten, kto się z nim nie zgadza.

W Nowym Jorku mówiło się o niej: Greta Garbo amerykańskiej literatury – podobnie jak ona nagle przepadła. Podobno nie chciała, aby ktoś oglądał, jak się starzeje, podobno próbowała się skupić tylko na pisaniu, podobno szukała w samotności odkupienia za dawne, szalone paryskie czasy. Mieszkanie, w którym spędziła ostatnie lata życia, miało być ascetyczne, proste, w jasnym kontraście do paryskiego mieszkania przy St. Romain zdobnego w lustra na ścianach, kościelne obrazy, weneckie żyrandole, kanapy, gobeliny, poduszki obszyte złotem i czerwienią.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej