"Manaraga" Władimir Sorokin, przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska, Agora, Warszawa

Ja – wita mnie męski głos w słuchawce, jakby pomyłki być nie mogło. Ale może to z niemieckiego. – Władimir Sorokin? – upewniam się. – Ja... Wywiad? Dobrze. Proszę zapisać: Kant Café, Charlottenburg. Kant – na cześć filozofa Immanuela Kanta.

Do kawiarni wchodzę przed czasem. Okrągłe stoliki, wzdłuż ścian biegną czerwone aksamitne siedzenia. Nad nimi sztuka współczesna.

Przez okno widzę, jak Sorokin szybkim, zamaszystym krokiem przemierza Walter Benjamin Platz.

Wysoki, w granatowym płaszczu, charakterystyczna platynowa siwizna. Jeden z najwybitniejszych pisarzy współczesnej Rosji, trudno zliczyć wszystkie nagrody, które dostał. Dla jednych prorok, dla drugich – oczerniający Rosję prowokator. Jego najnowsza, dystopijna powieść „Manaraga” opowiada o Europie w niedalekiej przyszłości, przeoranej przez islamską rewolucję i tzw. Nowe Średniowiecze. Światem rządzą zaawansowane technologie, papierowa książka przeszła do historii. Pozostały jedynie najcenniejsze egzemplarze przechowywane w muzeach. Niektórzy kradną je, by... rozpalać nimi w luksusowych kuchniach. W świecie Sorokina ludzie są skłonni zapłacić tysiące funtów za „polano” Dostojewskiego, a potem drugie tyle za upieczonego na nim jesiotra.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej