Edward Brooke-Hitching "Złoty atlas", przeł. Janusz Szczepański, Rebis, Poznań

Thomas Reinertsen Berg, "Teatr świata", przeł. Maria Gołębiewska-Bijak, Znak Litera Nova, Kraków

Lubię ulegać znakom map. Pozwalać, żeby znaczyły. Znaki układają się w legendę mapy, więc staje się ona opowieścią. Dzięki niej przypominamy sobie, że w każdym z nas – mniej bądź bardziej wyraźnie – istnieje przekonanie o jakimś innym świecie. Albo wcześniejszym życiu.

Mapy podważają rzeczywistość lepiej niż liturgie i środki odurzające. Nasz ontologiczny adres wydaje się niepewny, kiedy pochylamy się nad arkuszem starej mapy, np. Wilczych Gór. A różne metafizyki – całkiem bliskie, realne. To nic, że okażą się nimi Bieszczady, Puszcza Białowieska albo dolina Biebrzy.

Jak wyobrażano sobie owe światy w starożytności, średniowieczu czy renesansie, możemy zobaczyć i przeczytać w książkach – jednej norweskiej, drugiej z Anglii.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej