KSIĄŻKA ROKU:

„Lincoln w Bardo”, George Saunders, przeł. Michał Kłobukowski, Znak, Kraków

No dobrze, to bezpieczny wybór – książka, którą zdążono zasypać setką pochwał wszędzie, gdzie się ukazała. Ale jeśli dopisujemy się tym skromnym wyróżnieniem do litanii o niebo znaczniejszych, w tym Bookera, to dlatego, że szacowne londyńskie jury się nie pomyliło. I jeśli nawet nie jest to żadne odkrycie Ameryki, to przecież zarazem jest to odkrycie wielkiej amerykańskiej powieści.

Dotąd Saunders pozostawał przy swoim firmowym gatunku, opowiadaniach, uprawiał go zresztą w taki sposób, że nikt nie miałby mu za złe, gdyby nic nie zmieniał; jego tom „10 grudnia” można sobie postawić na półce obok Carvera i Czechowa – i będzie tam ozdobą. Ale od kiedy zasugerował, że pracuje nad większą formą, że będzie to kostium XIX-wieczny, ale tylko umownie, bo zamierza się zbliżyć do spraw nadprzyrodzonych jak nigdy wcześniej – od tamtego czasu nikt przytomny nie mógł nie wyczekiwać tej premiery.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej