1. Gdyby Christopher Hitchens miał być zwierzęciem, bez wątpienia byłby to tłusty kocur. Ale zanim pokaże pazury, pisząc m.in. książki „Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa” czy też „Listy do młodego kontestatora”, niech najpierw przyjdzie na świat. Jest wiosna 1949 roku. Jego rodzice poznali się w czasie wojny. Oboje służyli w Royal Navy, są Brytyjczykami, ona podobno ma pochodzenie żydowskie. On dowodził krążownikiem „Jamaica” w czasie wojny eskortującym m.in. arktyczne konwoje. Po wojnie też pływa. Ciągnie za sobą rodzinę. Chris jako miejsce urodzenia będzie podawać Portsmouth, ale jego bratu wypadnie przywitać świat na Malcie (dwa lata później).

2. Poznajcie panią Watts. Przyszły pisarz i obrazoburca ma dziewięć lat i chodzi do szkoły na obrzeżach Dartmoor w południowo-zachodniej Anglii, a ona uczy go przyrody oraz religii. Odkrywa przed dziećmi tajemnicę stworzenia, zabiera je na wycieczki. Kiedy w krótkich spodenkach wejdą w pokrzywy, pokazuje, jak szczawiem zmniejszyć ból poparzenia. Wie wszystko. Zna każdy kwiat, rozpoznaje ptaki. Hitch dostaje od niej celujące noty za analizy fragmentów Biblii. Aż któregoś dnia słyszy, jak pani Watts chwali Boga za to, że dał roślinności kolor zielony, bo przecież fioletowy byłby męczący dla oczu. „Co za idiotyzm!” – myśli sobie chłopiec. Tak budzi się w nim kocur, który już zawsze będzie chodził własnymi drogami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej