Lincoln W Bardo
George Saunders
Przeł. Michał Kłobukowski
Znak, Kraków
Premiera: 5 września

Użycie przez recenzenta słowa „arcydzieło” koniec końców zawsze sprowadza się do pobudek emocjonalnych. Ale postaram się mimo wszystko wyjaśnić, dlaczego „Lincoln w Bardo” na to określenie moim zdaniem zasługuje.

Człowiek myli się co do ludzi, jeszcze zanim ich spotka; potem myli się w trakcie spotkania; a na koniec opowiada o spotkaniu trzeciej osobie i myli się po raz kolejny. Cały proces komunikacji jest wypraną z realizmu, porażającą farsą błędnej percepcji”. „Lincoln w Bardo” (2017) Amerykanina George’a Saundersa podnosi tę psychologiczną obserwację Philipa Rotha do rangi zasady metafizycznej, a zarazem politycznej.

Metafizycznej, bo iluzyjne, choć będące źródłem rzeczywistych napięć różnice między ludźmi przypominają u Saundersa buddyjską zasłonę, którą uchyla dopiero łącząca wszystkich śmierć. Politycznej, bo różnice te bywają źródłem dziejowych kataklizmów. Farsowości procesu społecznej komunikacji, która do takich katastrof prowadzi, doświadczamy dziś na własnej skórze, m.in. za sprawą kryzysu tradycyjnych mediów.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej