Pocieszki

Katarzyna Grochola
Wydawnictwo Literackie, Kraków

Jadę na festiwal literacki do Szczebrzeszyna pod hasłem „Cała nadzieja w literaturze” i czytam „Pocieszki” Katarzyny Grocholi, co nie oznacza, że potraktowałam książkę koleżanki po piórze jako literaturę wagonową. Przemieszczam się samochodem, a pocieszką mi, że nie prowadzę, gdyż szybko pojawiają się objawy wstrząsu czytelniczego. Czuję się, jakbym jechała na podwójnym gazie, ale czytam na umór, obiecałam, że napiszę. Nagle ostre hamowanie. Uderza mnie, jak Grochola przedstawia kobiety.

Są słabe. Bierne. Głupiutkie i infantylne, skoro można je ukoić łatwą do przełknięcia papką ze stereotypów, a ulepek z frazesów ujdzie za dolce vita. „Nie musisz mieć niczego specjalnego, po prostu jak czujesz wiosnę w lutym, twój organizm poczuje się od razu lepszy, sprawniejszy, piękniejszy i zadbany”. „Tam, gdzie chcemy widzieć smutek, będzie smutno. I odwrotnie. I odwrotnie!!!”.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej