Andrzej Bursa "Dzieła (prawie) wszystkie"

Opracowanie Wojciech Bonowicz
Znak, Kraków

1

Tak to jest, że od kilkudziesięciu lat wiersze (i trochę prozy oraz prób dramatycznych) Andrzeja Bursy należą do niezbędnego wyposażenia niemal każdego, kto zaczyna pisarską lub tylko czytelniczą przygodę z poezją.

Na hasło „Bursa” ludzie z paru ładnych pokoleń ochoczo wygrzebują z pamięci a to „Tylko rób tak żeby nie było dziecka” („Miłość”), a to mikroskopijnego pantofelka, który milszy jest „od ciebie ty skurwysynie”, a to świętego Józefa, „bo to nie był żaden masochista/ ani inny zboczeniec/ tylko fachowiec/ zawsze z tą siekierą” albo któryś z innych nieśmiertelnych szlagwortów zmarłego w roku 1957 w wieku 25 lat poety.

Jak wiadomo, Andrzej Bursa za życia nie doczekał się książkowego debiutu – złożony przezeń tom niedługo przed śmiercią autora odrzuciło Wydawnictwo Literackie. Dopiero w 1958 roku ukazały się „Wiersze” (wbrew tytułowi zawierające także prozę i utwory dramatyczne), nietożsame zresztą z ową pierwotną książką, której dokładny kształt jest (nie wiadomo właściwie dlaczego) przedmiotem spekulacji i domysłów.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej