Lud
Ilona Wiśniewska
Czarne, Wołowiec
Premiera: 5 września

„W Kangerlussuaq bezwietrzne minus dwadzieścia osiem na powitanie klepie po policzkach, a lodowate słońce przystawia na nich czerwone pieczątki” – pisze w jednym z pierwszych akapitów „Ludu” Ilona Wiśniewska. Kto by lubił takie zimno? Odkąd w 2014 r. jej „Białe” opuściło drukarnię, okazało się, że miłośników zimnej i – jednak – nieprzyjaznej Północy jest w Polsce coraz więcej. Skandynawia znana do tej pory z Abby i kryminałów o ciemnej mocy zyskała nową orędowniczkę.

Ale dodajmy – tylko ta daleka, opustoszała, gdzie jednego człowieka od drugiego dzielą czasem dwa dni drogi. A hytta, czyli domek letniskowy, zasypana jest śniegiem prawie po dach i trzeba czekać, aż trochę go przewieje lub – co na Północy potrwa dłużej – sam stopnieje.

W „Białym” jest fragment, w którym po kilkumiesięcznej nocy polarnej pojawia się słońce. Ilona zeskakuje wówczas ze skutera, rozbiera się do naga (przy trzydziestostopniowym mrozie!) i wystawia na promienie, a jej mąż Birger Amundsen usiłuje ją z powrotem ubrać, by nagle nie dołączyła do okolicznych kolumn lodu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej