Ach, ci pisarze. Neurotyczni, nieterminowi. Najgorsi są ci nieżyjący – na nich w ogóle nie można polegać. Dlatego kiedy w grę wchodzi zarobienie paru groszy na wymyślonych przez nich postaciach – dzięki zamianie książki w serial – sprawę należy oddać profesjonalistom.

Dla scenarzystów nie istnieje słowo „niemożliwe” – z Ani z Zielonego Wzgórza zrobią feministyczną działaczkę, przy „Wielkich kłamstewkach” przed kontynuacją nie powstrzyma ich rozwiązanie intrygi, która niosła całą historię, a przy „13 powodach” – śmierć głównej bohaterki.

Sezon pierwszy: jest nieźle

To, że na podstawie tej ostatniej książki powstanie serial, było więcej niż pewne – w samych tylko Stanach Jay Asher sprzedał 2,5 mln egzemplarzy „13 powodów”. Serial tak jak książka koncentrował się na wyjaśnieniu, dlaczego nastoletnia Hannah postanowiła się zabić, i w założeniu miał się zamknąć w jednym sezonie. 13 taśm, na których dziewczyna nagrała powody tej decyzji, 13 odcinków, w ostatnim widzimy śmierć Hannah (o wiele bardziej drastyczną niż w książce – producenci tłumaczyli, że w ten sposób chcieli skutecznie zniechęcić potencjalnych naśladowców). Koniec.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej