Kirke
Madeline Miller
Przeł. Paweł Korombel
Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa

Nie trzeba być ekspertką od mitologii greckiej, żeby docenić „Kirke”, ale pomaga, jeśli ze szkoły została ci choć szczątkowa wiedza o lokatorach Olimpu i ich tyleż rozrywkowych, co paskudnych obyczajach. Lektura powieści Amerykanki Madeline Miller jest wtedy jak wizyta po latach u dalekiej rodziny. Jako dziecko słyszało się smakowite historie o ciotkach, dziadkach i kuzynach, ale w wersji ocenzurowanej; dorosły dostaje pełną opowieść, ze wszystkimi pikantnymi detalami.

Miller poszła w ślady Marion Zimmer Bradley, która w „Mgłach Avalonu” wzięła na warsztat historię króla Artura, ale opowiedziała ją z perspektywy jego siostry, czarownicy Morgany (w tradycyjnych wersjach głównego szwarccharakteru). Tu narratorką jest czarodziejka Kirke, córka boga Słońca Heliosa, znana głównie z tego, że zamieniła marynarzy Odyseusza w świnie. W „Odysei” złotousty przechera zdołał ją jednak w sobie rozkochać, tak że nie tylko odwróciła czar, lecz również przez rok go gościła. W feministycznej reinterpretacji Miller czarodziejka to kobieta walcząca o autonomię w świecie, który depcze słabych, a kobiety ma w pogardzie.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej