Im trudniej komuś w życiu, tym łatwiej będzie mu dostać tę robotę. Wystarczy spojrzeć na zgłoszenia kandydatów. Pisze All, absolwent socjologii (stawka startowa 250 dol.): „Mam chorobę afektywną dwubiegunową, byłem dyskryminowany, a moja żona ma cukrzycę i przeżyła przeszczep nerki”. Idris, antropolożka (poprosi o wyższą o 25 proc. stawkę – za pracę w pośpiechu), stawia na prosty komunikat: „Jestem czarną kobietą queer”. „Jestem czarna z domieszką irlandzką i Cherokee, plus autystyczna” – wymienia z kolei Michon (60 dol. za godzinę).

All, Idris i Michon są wśród prawie 200 osób wymienionych w bazie tzw. sensitivity readers. „Wrażliwi czytelnicy” lub „czytelnicy wrażliwości” – bo tak można spróbować przełożyć ten termin – są jednocześnie redaktorami, researcherami i doradcami. Ta funkcja zyskuje popularność na anglojęzycznym rynku wydawniczym.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej