Eksperyment. Opowieść o mrocznej godzinie w dziejach medycyny
Luke Dittrich
przeł. Łukasz Müller
Znak, Kraków

Codziennie rano to samo. Łazienka, siku, oczy, twarz, szyja, lewa pacha, kurwa, prawa, włosy. Zakładam soczewki, myję zęby. Potem kawka, śniadanko, gazetka i nic lepszego tego dnia się nie zdarzy. Osłabia mnie to już, kiedy wstaję z łóżka.

– Ciesz się, że masz łazienkę – mówi żona.

A można by inaczej.

Budzę się rano. Przypominam sobie, kim jestem. Żona prowadzi mnie do łazienki. Ale mamy fajną łazienkę! Siku, oczy, twarz... Jeszcze siku zrobię. Potem twarz umyję. Zęby. Założę soczewki. I twarz umyję. Soczewki... A nie, już są.

Śniadanie!

Każdego dnia życie zaczynałoby się od nowa. Mógłbym codziennie z tą samą nieprzyjemnością oglądać „Dzień świra”. Kochać się z żoną, jakbym ją smakował pierwszy raz w życiu. Żyć teraźniejszością. Bez wczoraj, ba, bez tego, co było minutę temu. I bez tego, co będzie.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej