Wyspa węży
Małgorzata Szejnert
Znak, Kraków
premiera: 14 marca

To było zaledwie kilka ruchów. Trudno je opisać, nie pamiętam, czy przy komputerze była mysz, czy Małgosia posługiwała się strzałkami na klawiaturze, ale na ekranie znikały w błyskawicznym tempie słowa, akapity wędrowały z góry na dół, przepoczwarzały się zdania.

Patrzyłem jak oniemiały. To tak wolno?

Byłem redaktorem stażystą w dziale reportażu „Wyborczej”, choć ktoś niezorientowany mógłby pomyśleć, że to wieża kontroli lotów. Ale to tylko redaktorki w słuchawkach z mikrofonami wpiętymi w telefony konsultowały na odległość poprawki w tekstach reporterów w terenie.

W akwarium pływała złota rybka.

Małgosia miała dużo większe akwarium – tak nazywaliśmy redaktorskie pokoje. Wyszła z niego, stanęła za moimi plecami i spojrzała na monitor. To, co na nim zobaczyła, było zapisem męki młodego redaktora, który nie był pewny, co mu wolno, a czego nie wolno zmieniać w tekstach starszych kolegów, więc obraca w głowie każde słowo, a zamiast chirurgii, na jaką zasługiwał tekst, robi mu delikatny manikiur.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej