...że nowy rok już ząbkuje jak wampirek i nawet karnawał przepadł jak sen złoty, więc także na noworoczne postanowienia poprawy odrobinę za późno.

...że karnawał był huczny, a i adwent musiał być, skoro w grudniowym numerze „Książek” przydarzyło nam się twierdzenie, iż w roku ubiegłym Marcin Wroński nie wydał książki. A wydał przecież „Czas Herkulesów”. No i co teraz? Teraz przepraszamy, bo w słusznych przeprosinach i postanowieniach poprawy nie widzimy nic zdrożnego niezależnie od pory roku.

...że właściwie nie czujemy się w obowiązku przepraszać za cokolwiek pisarza Twardocha, o którego felietonach z Onetu słówko ongiś napisaliśmy, ale wobec tego, że i sam Twardoch pisemnie próbował dociec genezy tych żartów, i WAŻNA PANI Z ONETU zaszczyciła nas pytaniem: „Dlaczegóż to, dlaczegóż?”, jest nam obojga państwa troszkę żal. Wyjaśniamy zatem, że absolutnie nic do Szczepana Twardocha nie mamy, uważamy go za i twórcę, i celebrytę, a jeśli drzemy z niego czasem – uważają państwo – łacha, to tylko dlatego, by sprawić mu przyjemność, iż na jego śląską osobę napadają wraże Polaczki z Kongresówki, co – jak można stwierdzić empirycznie – ładuje mu akumulatory. Jednakowoż w zaistniałej sytuacji czujemy się niezrozumiani i niedocenieni, więc zgodnie ze staropolską maksymą „niemiła księdzu ofiara, wracaj cielę do obory”, chyba zaprzestaniemy owej działalności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej