Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego
Joanna Tokarska-Bakir
Czarna Owca, Warszawa
Premiera: 28 lutego


Dorota Wodecka: Dlaczego antropolożka napisała książkę o pogromie kieleckim?

Joanna Tokarska-Bakir: Zainspirowała mnie Diane Vaughan, etnografka, która badała katastrofę promu kosmicznego Challenger. To zdarzenie przez długi czas też było przedmiotem rozmaitych spekulacji. Systematycznie analizując dokumenty NASA, Vaughan dowiodła, że przyczyną katastrofy nie był zamach ani spisek, ale kultura organizacyjna inżynierów, notoryczne zaniżanie standardów i lekceważenie procedur.

W pewnym sensie podobnie było w Kielcach. Od jesieni 1945 r. narastał tam kryzys społeczny. Z jednej strony instalował się komunizm, z drugiej – zatrudnieni przez komunistów milicjanci, wczorajsi partyzanci NSZ, AK, BCh i AL, gorączkowo usiłowali zatrzeć ślady własnej przeszłości, w tym wojennych mordów na Żydach. Dołączała się do tego histeria dotycząca przejętej przez Polaków własności żydowskiej. A także panika demograficzna związana z powrotem żydowskich repatriantów z ZSRR. Pogrom kielecki można opisać jako samozapłon tych trzech czynników. Plotka, że Żydzi porywają dzieci, była raczej usprawiedliwieniem niż przyczyną pogromu.

Skąd taki wniosek?

Zaczynałam pisać tę książkę z przekonaniem, że pogrom był ubecką prowokacją. Przypadkiem nawiązałam kontakt z Michałem Chęcińskim, człowiekiem otwartym i życzliwym, który udostępnił mi swoje zbiory. Jego wydana w 1983 r. książka „Poland. Communism. Nationalism. Anti-semitism” była podstawową przesłanką wskazującą w drugim śledztwie kieleckim na robotę ubecką. W latach 40. i 50. Chęciński pracował w kontrwywiadzie. W 1968 r. został wyrzucony z Polski, po czym zaczął nagrywać ciekawe insiderskie rozmowy ze swoimi kolegami na temat minionego systemu. Po śmierci Chęcińskiego jego rodzina poprosiła mnie, bym uporządkowała jego archiwum. Tak zdobyłam bezpośredni dostęp do źródeł, na których oparto sugestie o prowokacji. Kiedy jednak przejrzałam materiały dotyczące pogromu, nie mogłam uwierzyć, że tak słabe dowody mogły się stać podstawą hipotezy rozważanej przez IPN.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej