Przełożyła Magda Heydel

Stacją handlową zawiadywało dwóch białych. Kayerts, szef, był niski i gruby; Carlier, jego zastępca, wysoki, miał wielką głowę i bardzo szeroki tułów usadowiony na chudych nogach. Trzeci w załodze był murzyn z Sierra Leone, który utrzymywał, że nazywa się Henry Price. Ale z jakiegoś powodu tubylcy znad rzeki nazwali go Makola i imię to przylgnęło do niego, kiedy wędrował po okolicy. Makola mówił po angielsku i francusku ze szczebiotliwym akcentem, miał pięknie wyrobiony charakter pisma, znał się na buchalterii, a w głębi serca zachowywał nabożny strach przed złym duchem.

Pozostało 99% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej