Przełożyła Magda Heydel

Stacją handlową zawiadywało dwóch białych. Kayerts, szef, był niski i gruby; Carlier, jego zastępca, wysoki, miał wielką głowę i bardzo szeroki tułów usadowiony na chudych nogach. Trzeci w załodze był murzyn z Sierra Leone, który utrzymywał, że nazywa się Henry Price. Ale z jakiegoś powodu tubylcy znad rzeki nazwali go Makola i imię to przylgnęło do niego, kiedy wędrował po okolicy. Makola mówił po angielsku i francusku ze szczebiotliwym akcentem, miał pięknie wyrobiony charakter pisma, znał się na buchalterii, a w głębi serca zachowywał nabożny strach przed złym duchem. Miał żonę, murzynkę z Loandy, wielką i hałaśliwą. Trójeczka dzieci baraszkowała w słońcu przed wejściem do jego domu, który wyglądał jak szopa. Makola był milkliwy i nieprzenikniony i głęboko gardził tymi dwoma białymi. Sprawował pieczę nad niewielkim, pokrytym strzechą z trzcin glinianym magazynem i udawał, że doskonale kontroluje zasoby koralików, perkalu, czerwonych chusteczek, miedzianego drutu i innych znajdujących się w nim towarów. Poza magazynkiem i chatą Makoli na terenie stacji stał jeszcze tylko jeden duży budynek. Został starannie zbudowany z trzciny, wzdłuż wszystkich czterech ścian biegła weranda. Miał trzy pokoje. Środkowy był salonem, stały w nim dwa surowe stoły i kilka stołków. Pozostałe dwa były sypialniami białych. Jedynym wyposażeniem sypialni były łóżka z moskitierą. Podłogę z desek zaścielały rzeczy należące do mieszkańców: otwarte, na wpół opróżnione pudełka, strzępy podartych ubrań, stare buty; wszystko brudne, wszystko połamane – ot, śmieci, które w tajemniczy sposób gromadzą się wokół bałaganiarzy. W pewnym oddaleniu od tych budynków znajdowało się jeszcze jedno mieszkanie. W nim, pod wysokim krzyżem, znacznie odchylonym od pionu, spał człowiek, który przebywał tu od początku, który zaplanował tę placówkę postępu i dozorował jej powstawanie. Wcześniej, u siebie, był nieudacznym malarzem, który znudziwszy się poszukiwaniem sławy, kiedy kiszki marsza grają, dzięki wysokim protekcjom zdołał wyjechać. To on był pierwszym szefem tej stacji. Makola ze swoją zwykłą obojętnością przyglądał się, jak w świeżo ukończonym domu energiczny malarz umiera na febrę, zupełnie jakby mówił: „Wiedziałem, że tak będzie”. Potem przez jakiś czas żył tu sam, z rodziną, księgami rachunkowymi i Złym Duchem, który rządzi podrównikową krainą. Dobrze się dogadywał ze swoim bogiem. Być może zjednał go sobie obietnicą, że jeśli wykaże trochę cierpliwości, to dostanie do zabawy kolejnych białych. Tak czy inaczej, dyrektor Wielkiej Kompanii Handlowej, przybywszy parowcem, który przypominał ogromną puszkę sardynek z doczepioną od góry płasko zadaszoną szopką, zastał stację w dobrym porządku, a Makolę spokojnego i pilnego jak zawsze. To dyrektor kazał postawić krzyż na grobie pierwszego agenta, a następnie na jego stanowisko wyznaczył Kayertsa. Carlier musiał się zadowolić niższą rangą. Dyrektor był człowiekiem bezwzględnym i skutecznym, który od czasu do czasu, w sposób ledwie dostrzegalny, pozwalał sobie na czarny humor. Wygłosił do Kayertsa i Carliera krótką mowę, w której podkreślił budzące optymizm cechy ich stacji. Najbliższa placówka handlowa znajdowała się w odległości jakichś trzystu mil. Oto mają wyjątkową szansę, by się wyróżnić oraz wyciągnąć z handlu dobry procent. To miejsce stanowi naprawdę niezły kąsek dla początkujących agentów. Kayerts wzruszył się dobrocią dyrektora niemal do łez. Postara się, oświadczył, dołoży wszelkich starań, by nie zawieść pokładanego w nim i jakże mu pochlebiającego zaufania etc., etc. Kayerts pracował przedtem w Zarządzie Telegrafów i umiał się właściwie wyrazić. Carlier, były podoficer kawalerii w armii, która gwarantowała bezpieczeństwo kilku europejskich mocarstw, był pod nieco mniejszym wrażeniem. Jeśli będzie się dało wyciągnąć z tego jakiś procent, to bardzo dobrze. I omiatając ponurym spojrzeniem rzekę, lasy, nieprzenikniony busz, który – jak się wydawało – odcinał stację od reszty świata, wymamrotał przez zęby: „Się zobaczy, i to niebawem”.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej