1. Książka roku

Powieść
"Zgiełk czasu"
Julian Barnes
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak

Świat Książki, Warszawa

Żadnych wątpliwości nie mieliśmy w jednym przypadku: że to właśnie „Zgiełk czasu” powinien zostać naszą książką roku nr 1. Brytyjczyk Julian Barnes, dziś ponadsiedemdziesięcioletni, przez lata rozpuścił nas swym literackim mistrzostwem. Tylko jego poczucie humoru może przesłaniać fakt, że u podstaw właściwie wszystkich jego powieści – od „Papugi Flauberta” (1984), przez „Arthura i George’a” (2005), po „Poczucie kresu” (2011, Nagroda Bookera) – leży ambicja, by połączyć rzemieślniczą wirtuozerię z tematycznym kalibrem. Zespolić lekkość i ciężar, pisać pięknie i błyskotliwie o sprawach najważniejszych. Ale tym razem chodzi o coś więcej niż literackie mistrzostwo.

Po przeczytaniu „Zgiełku czasu” mieliśmy poczucie, że właśnie ta skromna objętościowo powieść mówi nam coś, o czym potrzebowaliśmy usłyszeć, a o czym mówić potrafi tylko literatura. Coś, co nie mieści się w gromkich publicznych debatach, czego nie da się zakomunikować w postaci chwytliwego sloganu, dzięki czemu nie da się zgromadzić koszyczka lajków na Facebooku (prototypem dzisiejszego hejtera jest w powieści amerykański prześladowca Szostakowicza Nicolas Nabokov). Coś, co idealnie trafia w nasze niepewne czasy, pozwalając zarazem spojrzeć na nie już jakby z zewnątrz, z dystansu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej