Nie trzeba być bohaterem kilkusetstronicowej powieści, żeby wejść do galerii najbardziej pamiętnych literackich kreacji. Nic nie ujmując Józefowi K., muszę przyznać, że bliższa więź łączy mnie z Gregorem Samsą, który kilkakrotnie wkraczał do mojego życia, niby na krótko, ale tak, że historię, która mu się przydarzyła – poranną przemianę w robaka – odczułem jak użądlenie pszczoły. To niewiele więcej niż dwadzieścia tysięcy słów, ale wystarczyło, żeby wytrącić mnie z poczucia, że o świecie już dość dużo wiem.

Pamiętam o kapitanie Ahabie polującym na białego wieloryba, ale to urzędnik Bartleby swoim prostym „Wolałbym nie” narozrabiał bardziej i długo nie dawał mi spać.

Książę Myszkin jest jedną z najbardziej udanych kreacji w prozie rosyjskiej, ale to Łagodna, bezimienna bohaterka opowiadania o tym tytule, jest moją dobrą znajomą.

Dzieje rodziny Compsonów z hrabstwa Yoknapatawpha opowiedziane zostały w stylu, który poszerzył możliwości współczesnej prozy, ale mnie nawiedza samotna Emily, która przez lata ukrywała w swojej sypialni ciało zmarłego kochanka.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej