Zgiełk czasu
Przeł. Dominika Lewandowska-Rodak
Julian Barne
Świat Książki, Warszawa
powieść
premiera 25 października

Przeszedł długą drogę od czasu, gdy jego pierwszą książkę, „Metroland” (1980), pochwalił przewrotnie wybitny poeta Philip Larkin, zastrzegając, że mu się podobała, choć w zasadzie nie znosi powieści, której bohaterami są młodzieńcy poniżej 21. roku życia.

Ze zbuntowanego postmodernisty narodził się zainteresowany meandrami egzystencji pisarz psychologiczny, wyznawca „religii sztuki”, skoncentrowany na uniwersalnych problemach śmierci, miłości, pamięci i historii. „Pisarze potrzebują pewnych szablonowych odpowiedzi na pewne szablonowe pytania. Kiedy ktoś mnie pyta: »Co czyni powieść?«, zwykle oznajmiam: »Przekazuje piękne, zgrabne kłamstwa, które zawierają niepodważalne, precyzyjne prawdy«” – twierdzi.

Jeśli dodamy, że porusza się swobodnie we wszystkich gatunkach, pisząc powieści, opowiadania, eseje, książki autobiograficzne, a nawet felietony, okaże się idealnym brytyjskim żyjącym „klasykiem”, a zarazem obiektem zarzutów o zamknięcie w wieży z kości słoniowej. To, że jest mecenasem organizacji Freedom from Torture wspierającej ofiary tortur z całego świata przybywające do Wielkiej Brytanii, działa na rzecz legalizacji eutanazji, a także wystosował płomienny protest przeciwko zamykaniu bibliotek przez rząd torysów, niewiele zmienia. Po przekroczeniu siedemdziesiątki, ze swoim nobliwym wyglądem i wycyzelowaną frazą jest podejrzanym elitarystą, i już.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej